Poniedziałek

W poniedziałek byliśmy w Kantonie i w końcu, w końcu W KOŃCU! Zakończyliśmy dokumentowanie ślubu. Ile nas to nerwów kosztowało to nasze. O całej procedurze napiszę szczegółowo później, postaram się jeszcze w tym tygodniu, a teraz dam Wam tylko taki krótki przedsmak tego co wydarzyło się w poniedziałek.

Ale żeby mówić o poniedziałku musimy cofnąć się do soboty kiedy to otrzymałem list od Pani konsul w którym powiedziała że chociaż June nie powinna składać wniosku o wizę w Kantonie to po napisaniu pisma uzasadniającego Jej prośbę wniosek zostanie przyjęty. Także jeszcze w sobotę June zakupiła ubezpieczenie, ja przesunąłem zajęcia i przygotowaliśmy wszystkie dokumenty by jechać do Kantonu już w poniedziałek czego zupełnie nie planowaliśmy, ale mieliśmy wszystkie dokumenty gotowe więc hej.

Pojechaliśmy, na miejscu Pani konsul jak zawsze bardzo sympatyczna i pomocna przyjęła dokumenty w sprawie ślubu i po uiszczeniu opłaty (KONIEC, W KOŃCU KONIEC!) powiedziała że już za parę tygodni akt ślubu będzie w USC w Katowicach.

Następnie wiza – zapomniałem, a June w ogóle nie wiedziała, o rejestracji formularza w systemie internetowym. Polski MSZ się skomputeryzował i teraz nie przyjmują wniosków wizowych inaczej niż przez internet. Także przyszliśmy do konsulatu i chociaż mieliśmy wniosek to nie było go w systemie i nie mógł być rozpatrzony, a na domiar złego zdjęcia których użyła June rok temu w Peknie nie nadawały się do użycia w tym roku więc trzeba było szukać zakładu fotograficznego (i znaleźliśmy jeden, ale oczywiście po drodze minęliśmy inny, byliśmy od niego dosłownie o 5 metrów ale wskazano nam inną drogę, więc grzecznie posłuchaliśmy). Do tego trzeba było znaleźć kafejkę internetową żeby złożyć wniosek o wizę…na szczęście ktoś odpowiedzialny za system internetowy pomyślał i udało się złożyć wniosek przez internet, w dodatku w konsulacie byli na tyle pomocni że nie musieliśmy wniosku drukować i nawet przymknęli oko na to że pomyliłem się wpisując numer paszportu (nie można było tego wniosku znaleźć przez ten błędny numer). To naprawdę niesamowite jak bardzo uprzejmie nas potraktowano. I to już po raz kolejny. June jest pod ciągłym wrażeniem efektywności polskich instytucji rządowych.
Ja właściwie też.

Koniec końców wizę odebraliśmy po obiedzie i dostała ją na okres pięciu lat, no i na dodatek nie musiała nic płacić, ale to taki mały dodatek.