Niedziela i przegapione #9

Zacznijmy może od biegu…ponownie garmin nie chciał współpracować. On chyba naprawdę nie lubi jak wieje i jak pada. Albo na czas zjazdu partii w Chinach poprzestawiali satelity. Z internetem coś porobili bo dzisiaj program mi napisał żebym zmienił ustawienia bo inaczej sieć nie działa. Co prawda działa od początku zjazdu, ale uznałem że skoro program tak mówi to wypada mu wierzyć. Pomarzłem chwilę, ale w końcu sygnał się znalazł i pobiegłem. Powiedziałem sobie, że kiedyś pobiegnę nad jezioro no i pobiegłem dzisiaj. 5 kilometrów to żaden dystans. Tylko nad jeziorem trochę wiało. Rano było puściutko jedynie jeden spacerowicz i jeden Pan z miotłą. Czyli, jak na Chiny, bardzo spokojnie. A potem postanowiłem wrócić do domu. By wybiegać te 70 minut robiłem slalom między blokami, ale wybiegałem najdłuższy dystans od przylotu. Ponad 13 kilometrów i czułem się świetnie. W końcu czuję się dobrze po biegu. Trzeba było dwóch miesięcy, ale w końcu jest dobrze. Tylko to tętno…Sam nie wiem.

Dzisiaj w Chinach obchodzą dzień singli. W końcu tyle jedynek w dacie nie trafia się często. W związku z tym dużo osób bierze ślub, a dużo sklepów oferuje promocje. Dlatego też zaraz się ubieram i idę pooglądać te promocje. Chociaż w moim malutkim Jiawang nie nastawiam się na jakieś cuda.
No to idę…
Wróciłem. Nic ciekawego. Od groma własnych marek, parę Samsungów i Nokie. W dodatku żadnych promocji. Trudno. Naprawdę nie pozostawiają mi wielkiego wyboru. Nowy telefon dopiero w kraju.
Za to gdy chciałem kupić lizaki Pan ze sklepu pod domem machnął ręką żebym nie płacił, ale oczywiście musiałem. Za to bardzo mu zależało na tym żebym się ogolił. Chociaż sam może się pochwalić ładnym, takim typowo tygodniowym, zarostem. Wyciągnąłem więc niezastąpiony odtwarzacz mp3, wstukałem ‘ciepły’ i pokazałem mu. Zaczął się śmiać. Rozumiem że mężczyzn tutaj to bawi. Bo oni nie są przyzwyczajeni do naszych zim. Przypuszczam że w Harbinie pokiwaliby głową z uznaniem i poczęstowali wódką. Średnia temperatura maksymalna w styczniu to minus dwanaście. Zdecydowanie nie jest to miasto dla mnie.

No dobrze, przed wyjściem jeszcze posprzątałem i zjadłem obiad.

Trasa z dzisiaj:
http://www.endomondo.com/workouts/iruKAOhTZ8Y

Alfabet
Zrobiłem zdjęcie tego jak piszę 1,4 i K. Jak widać nie jest to standardowe 4 i K, jednak do odczytania bez większych problemów, prawda? Otóż niestety nie dla moich uczniów, którzy moje 1 uznają za 7, 4 za błyskawicę a K za ‘cotojest?’. Także moi drodzy, musiałem przeprowadzić się do Chin by nauczyć się poprawnie pisać K. W dodatku zostałem poproszony by pisać małymi literami bo do wielkich nie są przyzwyczajeni…Nie pamiętam od ilu lat nie piszę małymi literami…Na pewno całe studia pisałem wielkimi czasem tylko zmniejszając je by udawały małe. Ogólniak…? Chyba tak, w ogólniaku jeszcze pisałem małymi. To będzie już 9 lat. I teraz muszę się przestawiać? Okropieństwo.

Adam, mnie też poruszają porzucone parasole. Smutne, bo chociaż w czasie deszczu powinny być przydatne, bo po to zostały stworzone by przez tych kilka godzin w deszczowe dni chronić przed deszczem, to jednak nie są używane. Zostały porzucone nie spełniwszy swojego zadania. A może wręcz odwrotnie…Spełniły swoje zadanie, służyły dobrze i wiernie chroniąc swojego właściciela przed deszczem, będąc zawsze w gotowości, aż w końcu nie mogły mu dłużej służyć bo wiatr je połamał i zostały porzucone. Porzucone, nie przekazane w stan spoczynku. Nie wiem która wersja jest bardziej dobijająca.
Na szczęście po jeden z nich wrócił właściciel, więc on jeszcze spełni swój obowiązek.

Swoją drogą zawsze mnie zastanawiało dlaczego parasol skoro w Polsce głównie chroni przed deszczem a nie słońcem. Ot

A surimi to najzwyklejsze w świecie paluszki rybne, pewnie coś tam dodają żeby ta pasta utrzymywała swój kształt ale raczej i tak będzie zdrowsze od tego co się sprzedaje w Polsce.

Bieganie w święta…
Adam, tak napisałeś o bieganiu w Wigilię i spojrzałem do dzienniczka.
2011 – 20 kilometrów
2010 – 25 kilometrów (i ostatni bieg w roku bo się pochorowałem)
W tym roku Wigilia wypada w poniedziałek, więc chyba z biegu nici. A może będzie ładna pogoda i uda mi się wyskoczyć na parę kilometrów? Zresztą tegoroczne święta są tak odległe, że nawet o nich nie chcę myśleć.
Także czuję, że bieganie w takie dni ma w sobie coś wyjątkowego. Zupełnie  niespotykanego i warto znaleźć chwilę by klepnąć parę kilosków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.