5 z 8

Wstałem dzisiaj o 5:40. Za oknem jeszcze ciemno, widać tylko kawałek księżyca. A że zimno to trzeba się szybko ubrać, zjeść banana i można biec. Miałem prawdziwy problem wczoraj by się odpowiednio zmotywować do tego porannego wstania. Nawet gdy wstałem to ciągle nie byłem pewien tego czy wyjdę. Czasem tak jest że się nie chce, że ma się jakieś obawy o pogodę czy samopoczucie. To chyba w takich chwilach hartuje się charakter. Wyjść na trening wtedy kiedy nam się nie chce.
Historyjka. Po skończeniu studiów szukałem pracy w różnych miejscach, nawet w pewnej mega sieci sklepów sportowych. Jako człowiek który biegał wtedy rok, pokonał maraton po trzech miesiącach treningu na świeżym powietrzu i 3 wybieganiach 20km+ , a potem spędził trzy miesiące klepiąc książkowo kilometry by przygotować się do kolejnego maratonu, w dodatku obeznanym w temacie asortymentu biegowego, pronacji, supinacji i innych takich tam drobnostek mających ogromne znaczenie marketingowe byłem dość dobrym kandydatem na zaszczytne stanowisko sprzedawcy na pół etatu (o czym poinformowano mnie w trakcie rozmowy). Rozmowy miałem dwie, z jednym szefem który był ewidentnie na tak i który także biegał, lubił piłkę pokopać i z którym o tym sobie porozmawiałem, oraz z drugim szefem który znudzonym tonem powiedział mi że kiedyś trenował sporty walki, teraz ma pod sobą nawet 20 osób oprócz tego żonę i dziecko a ze sportów to czasem jeździ na rowerze. I po raz drugi opowiedziałem o swoim biegowym doświadczeniu, bólu na treningach, trudach maratonu oraz radości z jego ukończenia po raz pierwszy i drugi, obecności w uczelnianej drużynie koszykarskiej i fascynacji piłką nożną. Ten Pan powiedział wtedy równie znudzonym głosem:
– Nie ma w Tobie pasji.
– Słucham?
– Nie ma w Tobie pasji.
– Eee…znaczy…a to co mówiłem o bieganiu?
– To…hmm…zacięcie.
– Acha.
I do teraz gdy patrzę na te moje dzienniczki biegowe, tych kilka drobnych nagród za te biegowe sprawozdania, albo gdy zakładam czwartą parę rękawiczek, lub gdy wstaję o 5:40, myślę sobie ‘to tylko zacięcie’. Wtedy bardzo mnie to zabolało, ale teraz cieszę się że to usłyszałem bo moje bieganie ‘to tylko zacięcie’ jeszcze nie pasja, a to dobrze bo przede mną jeszcze daleka droga do pasji.
Tym razem nawet lampy były wyłączone, ale gdzieś po 500 metrach zdałem sobie sprawę że widzę zaskakująco wyraźnie. No tak, nie zdjąłem okularów. Po kilometrze zaparowały więc zdjąłem je i schowałem do rękawa. Biegłem wśród ciemności i pustki. Bo o 6 jest jeszcze na ulicach pusto. Nawet w szkołach nic się nie dzieje. Pobudka to w końcu 6:20. Tym razem udało mi się nigdzie nie upaść, ale to głównie dlatego że gdy wbiegałem na chodnik słońce powoli wschodziło. Takie biegi przy wschodzącym słońcu są niezwykle urokliwe, jednak jakoś milej je wspominam z Polski gdy o 6 nie biegałem w kompletnych ciemnościach. Wiem jedno, jestem zupełnie ale to zupełnie bez formy i tętno mam tutaj wręcz absurdalne, męczę się przy każdym biegu i tętno nic a nic nie maleje. Się porobiło.

Od klasy 11 dostałem dzisiaj zdjęcie. Cała klasa w czasie przyjęcia noworocznego. Super sprawa, chciałem takie zdjęcie od każdej klasy, ale o to jeszcze poproszę w drugim semestrze. W ogóle to Lidia powiedziała że ten semestr jest wyjątkowo długi bo ma 19 tygodni. No dobrze, dla mnie 18. Policzyłem to sam i wyszło mi 20, a dla mnie 19. Hmm…Drugi semestr ma 18, więc co za różnica ;)

Na lunch dzisiaj udało mi się dostać bez problemu. Problemy zaczęły się przy okienku. Jak wiecie od kilku miesięcy chodzę do tego samego okienka gdzie ta sama Pani podaje mi różne jedzenie i zawsze mi coś doda od siebie. Dzisiaj pojawiła się tam nowa Pani, która nie wiedziała co chcę i nawet jak jej pokazałem że chcę jedną bułkę to chciała dać mi dwie, dopiero jedna  z uczennic mnie poratowała. I nie dostałem nic więcej, oraz zrozumiałem że cały czas dostawałem bułkę w prezencie…Mam nadzieję że ta Pani wróci, bo głupio by mi było bardzo gdyby odeszła z powodu tych bułek. Przecież te 0.3 RMB to nie problem.

Znowu przykulał się Shawn i mam takie wrażenie że coś jest na rzeczy jeżeli chodzi o jakieś takie poczucie samotności. Bo chłopak mógłby jeść w domu, albo ze swoimi znajomymi z klasy. I wiem że On chce rozmawiać ze mną by poprawić swój angielski, ale zastanawiam się czy nie ma w tym czegoś jeszcze. Lawrence sprawił że teraz będę u każdego doszukiwał się jakiegoś grama samotności. Może powinienem? Lidia powiedziała dzisiaj że chciałaby żeby zatrudnili nauczycielkę bo smutno jej tak samej w mieszkaniu i chciałaby czasem mieć się do kogo odezwać.

Nagle zadzwoniła Jennifer.
– Bart ja Cię bardzo przepraszam, bo ja ciągle dzwonię ze złymi wiadomościami, ale szef kazał mi powiedzieć że zatrudnienie drugiego nauczyciela kosztowałoby nas zbyt dużo pieniędzy i masz teraz dwie opcje: możesz zostać tam i dostać podwyżkę, albo możemy Cię przenieść do innej szkoły gdzie będziesz mieć mniej godzin ale pensja będzie taka sama.
– Nie no, ja rozumiem. Jesteś w końcu tylko trybikiem w wielkiej maszynie. Hmm…Wiesz 28 godzin to mnóstwo czasu, z drugiej strony to mnóstwo pieniędzy.
– Jeżeli to Cię jakoś pocieszy to mamy drugiego nauczyciela który też ma 28 godzin i tyle nie zarabia.
– No tak, tak…Wiesz, ja od początku chciałem tu zostać i decyzji nie zmieniam, nawet mając te 28 godzin.
– Czyli zostajesz w Jiawang i bierzesz podwyżkę?
– Tak, tak.
– No to do zobaczenia w Pekinie 23.
I tak spojrzałem na Lidię, bo chwilę wcześniej rozmawialiśmy o tym że będzie nowy nauczyciel i Ona już wie co chcę powiedzieć.
– Cieszę się że zostaniesz. I teraz sobie radzisz, także będzie dobrze. Tylko powinieneś dostać więcej pieniędzy.
– Dostanę.
– I to nie trochę, a naprawdę dużo.
– Dostanę.
– Hmm…?
– (kwota)
– Wow. To będziesz mnie musiał czasem na obiad zaprosić.
– No nie ma innej opcji.
Heh…Tylko teraz moją przerwę w Polsce pochłonie przygotowywanie zajęć i kolejne pół roku z bieganiem w kratkę. Coś za coś. Zostanie tutaj było dla mnie priorytetem i chociaż już sobie gdzieś tam planowałem weekendowe wypady to widać pora je odłożyć na jakiś czas. Co się odwlecze to nie uciecze.

Adam!
Hmm…oczywiście że mam teorię. Ba, nie tylko teorię, ale wręcz pewność co do przyczyn moich upadków w Chinach. Nawet dwa powody. Pierwszy: chodniki są wyższe i trzeba wyżej podnosić nogi. Drugi: Bieganie po ciemku bez okularów nie jest dla mnie rozwiązaniem idealnym. Nie ma to absolutnie żadnego związku z wypadkiem. Po wypadku kręciło mi się w głowie raz, w czasie pierwszej dyszki na dworze. Nawet w czasie maratonu nic mi nie było. A tak jak powiedziałem, maraton biegłem dwa tygodnie po wypadku. A przed wypadkiem też zdarzyło mi się potknąć, zwłaszcza gdy zmęczony nie zauważyłem wystającego korzenia. Ot uroki biegania po parku nietypowymi ścieżkami.
Tego Garmina chroniłem, chronię i chronić będę bo pamiętam ile mnie kosztował i podobnie jak z moim rowerem – gdy na nie patrzę to sobie przypominam ile na nie pracowałem. Tak samo jest gdy patrzę na moje Playstation, które kupiłem za ostatnią wypłatę w pracy na magazynie. Ostatni spory wydatek za kasę z pracy fizycznej. Ludzie kupują sobie zegarki i inne rzeczy by pamiętać pierwszą wypłatę. Ja zapamiętam tę ostatnią. Tylko dwie osoby na świecie wiedzą ile się tam musiałem narobić i jak bardzo miałem już tego dosyć.