Kategoria: Chiny
Po drugiej stronie ulicy
Znowu zachodzi 'mgłą’
Smog trochę zelżał
Skoro jest zima to niech będą kwiatki
Tydzień dwudziesty pierwszy
To jest jedno jedyne zdjęcie na dzisiaj, bo prawdę pogoda od tygodnia nie tyle nie zachęca do wychodzenia na dwór co wręcz do tego zniechęca. Nie ma co sobie płuc psuć tym czymś w powietrzu.
Jedno zdjęcie, ale wybrane szczególne bo zgodnie z postanowieniem noworocznym by robić lepsze zdjęcia podjąłem wyzwanie z tej strony – https://dogwood.photography/52weekchallenge2017.html czyli co tydzień mam zrobić jedno (co najmniej) zdjęcie tematyczne, a na tematem w pierwszym tygodniu jest 'Historia opowiedziana za pomocą 'reguły trójpodziału’. Bez dwóch zdań mam zdjęcia które by lepiej pasowały do tego tematu, ale to zrobiłem w tym tygodniu.
Także mamy Pana, który kuca zapatrzony w telefon komórkowy. Mamy ładny kontrast między białym ekranem a resztą zdjęcia, do tego Pan jest trochę starszy, siwe włosy ma już na głowie, więc nie kojarzy nam się jako przeciętny użytkownik smartfonów, a jednak siedzi sobie i chociaż ewidentnie na coś czeka to spędza czas z komórką w rękach. Może mogłem pokazać więcej drogi, nie chciałem bardziej pokazywać go na przystanku, bo było tam mnóstwo ludzi, chciałem zostawić Go samego, być może te czarne boki trochę przeszkadzają.
Jimei o poranku
Tydzień osiemnasty i dziewiętnasty
Minęło nam przesilenie zimowe, czyli dzień będący najkrótszym dniem w roku. Dzień który zwiastuje początek czegoś nowego, bo to on zaczyna okres w którym noce stają się coraz krótsze. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce jak robiło się ciemno o 17, tak robi się ciemno o 17 a słońce nie wstaje przed 630, ba…coraz bardziej zbliża się do wstawania bliżej 7. Strasznie leniwe to słońce.
Niestety już za parę miesięcy takie leniwe nie będzie i zacznie wstawać coraz wcześniej, a gdy tylko wstanie to będzie prażyć. Czyli czeka mnie powtórka z zeszłego roku.
No dobrze, było to przesilenie zimowe, którego my w Polsce w ogóle nie obchodzimy, ot po prostu jest i tyle. W Chinach natomiast jest to dzień jedzenia pierogów. Na północy lepi się pierogi z mięsem i warzywami, a na południ lepi się pierogi z czymś słodkim w środku. Gdy nadejdzie święto smoczych łodzi trochę to się odwróci i na północy będą jeść ryż z czymś słodkim, a na południu ryż z mięsem.
No dobrze, trzeba te pierogi ulepić prawda? Można też kupić i mnóstwo ludzi tak robiło, ale my z June już trzeci rok z rzędu lepiliśmy.
Egzaminy minęły w tygodniu dziewiętnastym, teraz jeszcze tylko dwa główne we wtorek i czwartek a potem sześć tygodni wolnego. Niestety June wolnego dostanie może tydzień i będzie to czas kiedy udamy się do teściów. Z tym to też są jaja, jak prawie co roku, bo biletów nie ma, więc czeka nas podróż do jednego miasta, potem do drugiego (to będzie najdłuższy odcinek), a potem stamtąd do Luoyang, skąd już niedaleko do rodzinnej wioski June.
Najdłuższy odcinek potrwa chyba 17 godzin, w dodatku na siedząco, ale przynajmniej będziemy na miejscu w przededniu nowego roku i będziemy mogli go godnie celebrować. Czyli powinno być fajnie. Będziemy w tym roku odwiedzać rodzinę, bo rok temu nie odwiedzaliśmy. Będą nam też dawać pieniądze, które pewnie będziemy oddawać teściowej, ale to w sumie norma, więc nie ma co narzekać.
Poprzedni rok był największym objętościowo dla mnie. Przebiegłem 4092 kilometry, czyli o ponad 400 więcej niż w 2011 i o ponad 1000 więcej niż w 2015. Czyli wielka progresja. Dwa razy pobiłem swój rekord życiowy w maratonie który teraz wynosi 3:28 bodajże. Nie ma się czym chwalić, ale fajnie że po 5 latach ten wynik został poprawiony. W 2017 pewnie go nie pobiję, ale w 2018 kto wie. Przebiegłem też 2 maratony i jeden ultramaraton, czyli fajnie. Zwłaszcza że udało mi się tym razem ultra ukończyć. Na 2017 zaplanowany mam kolejny maraton i kolejne ultra, tym razem trochę dłuższe bo 68 kilometrów. Plan jest taki żeby trzymać się tych długich wybiegań, a powinno być dobrze.
Plany na 2017 są proste: wrócić do Polski, wskoczyć z Chińskim na wyższym poziom, robić lepsze zdjęcie, lepiej pisać i biegać około 300 kilometrów miesięcznie (z wyjątkiem stycznia i lutego)
A teraz coś o czym nie lubię pisać, bo chociaż Chiny potrafią kopnąć człowieka w pupę, to jednak życie tutaj jest całkiem okej, jeżeli się zbyt wiele od niego nie wymaga.
W piątek po egzaminach poszliśmy z June do apteki kupić leki bo jakiś wirus mnie dopadł i nie chce puścić. Wychodząc z apteki zobaczyłem jak kobieta stoi pod ścianą i myje warzywa. Kurtka czerwona, ściana szaro bura, więc kolorystycznie wyglądało to ciekawie. Klęknąłem i zacząłem szukać ostrości, a gdy w końcu zrobiłem zdjęcie i odsunąłem od twarzy aparat przeleciał obok mnie nóż.
Kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Ze sklepu obok wyskoczył mężczyzna i zaczął krzyczeć, June zaczęła krzyczeć, kobieta myjąca warzywa obróciła się i zaczęła krzyczeć. Zrozumiałem tyle że nie życzą sobie bym zachował to zdjęcie więc je usunąłem. Zrobiłem to jeszcze zanim mężczyzna do mnie dobiegł i chwycił mnie za rękaw. Dalej krzyczał, wiele przekleństw po chińsku nie rozumiem, ale te które rozumiem usłyszałem, po chwili facet odszedł, pokazałem kobiecie aparat i pokazuje że zdjęcia nie ma, June ich przeprosiła, ale chwile potem facet znowu wyszedł i zaczął krzyczeć na mnie i na June. Żona moja zadzwoniła na policję bo przecież zostaliśmy zaatakowani nożem. Ludzie z okolicznych sklepów zaczęli wychodzić i odciągać nas od tego faceta mówiąc żebyśmy sobie poszli bo on jest chory psychicznie i lepiej to po prostu zostawić.
W końcu przyszła policja, spytała co się stało:
– Mężczyzna rzucił w nas nożem.
– Ktoś jest ranny?
– Nie.
– To od czego się zaczęło?
– On mi zrobił zdjęcie.
– Uuu zdjęcie, chcę je zobaczyć. (pokazuje) No ale tego zdjęcia nie ma.
– No nie ma, bo oni chcieli żeby je usunąć.
– No to o co chodzi?
– ON RZUCIŁ W NAS NOŻEM!
– Ale nikomu nic się nie stało, tak?
– No tak.
– No to powiedz mężowi żeby pytał ludzi o pozwolenie zanim zrobi im zdjęcie.
I tyle. Spisali notatkę i pojechali. Czyli policja jest, ale równie dobrze mogłoby jej nie być. Zdaję sobie sprawę że kobieta mogła sobie nie życzyć by robić jej zdjęcie, bo sam sobie czasem nie życzę, a ludzie i tak robią, ale wystarczy powiedzieć.
I to jest jeden z powodów dla których wracamy do Polski, przynajmniej na jakiś czas.








































