Bilety
Zakup biletów pociągowych bywa trudny. Czasami bywa niemożliwy.
Normalnie można zakupić bilety kilkanaście dni do przodu. Kilkanaście to znaczy 10 lub 14, zależnie od źródeł, lub zależnie od pociągu. W okresie przed Świętem Wiosny, czyli Chińskim Nowym Rokiem, bilety można zakupić już 20 dni do przodu. Podobnie jest przed Świętem Narodowym w październiku.
Sztuczka polega na tym, że 20 dni do przodu dotyczy rejestracji internetowej w której udostępniona zostaje pewna pula biletów, część trafia do rejestracji telefonicznej uruchamianej 18 dni przed odjazdem, a reszta trafia do systemu kolejowego na 10/14 dni przed odjazdem.

Aż do tego tygodnia byłem przekonany że jako obcokrajowiec nie mogę skorzystać z systemu internetowego. Nic bardziej błędnego. Mogę, o czym dowiedziałem się w czasie kolacji w środę. Dowiedziałem się i już na drugi dzień spróbowałem. Trafiłem na świetną stronę – http://www.chinahighlights.com/travelguide/booking-train-tickets-online.htm która, chociaż nie prowadziła mnie za rączkę, to jednak wyjaśniła co i jak. Oczywiście bez translatora gogle się nie obyła.I ważna uwaga – Internet Explorer to obowiązek.

Także tak. W czwartek ruszała sprzedaż biletów na pierwszy dzień października. Punktualnie o 13. Niecierpliwie czekałem godzinę, odświeżając stronę co kilka minut, a w końcu bilety trafiły do sprzedaży. Natychmiast kliknąłem, po kilku błędach spowodowanych zamianą akcpetuj z anuluj (nie zawsze akceptuj jest po stronie lewej) udało mi się zarezerwować bilet.
Oczywiście wtedy adrenalina pulsowała już we mnie na poziomie NIENAWIDZĘ, a szalę szału przelał fakt że używałem opery i nie mogłem się zalogować do systemu bankowego. Na szczęście na przeprowadzenie transakcji miałem całe 45 minut (coś podobnego stosuje się czasem na aukcjach na Ebayu), więc odpaliłem IE, zalogowałem się i poszło…Żadnych pomyłek z hasłem i już po kilku minutach dostałem smsa z numerem biletu z którym mam pokazać się na dworcu i zgłosić po odbiór papierowego.
W sobotę zrobiłem to samo z biletem powrotnym. Niestety najbardziej interesujący mnie pociąg nie miał udostępnionych biletów (nie wiem, po prostu nie wiem dlaczego czasem to 10, czasem 14 a czasem 20 dni do przodu), więc kupiłem inny który wyjeżdża z Xuzhou trochę później, ale jedzie o godzinę krócej. Tym razem obyło się bez nerwów.

Nie oszukujmy się, gdy widzisz, że w sprzedaży jest jeszcze 50 miejsc i zdajesz sobie sprawę że rywalizujesz zarówno ze studentami chcącymi odwiedzić rodziców, z rodzinami które wyjechały za chlebem na północ, z dziadkami odsyłającymi dzieci do rodziców którzy wyjechali na południe to pojawia się pewna wątpliwość czy aby na pewno powinienem kliknąć że chcę jechać tym pociągiem, czy może jednak zrezygnować i dać komuś innemu pojechać.
Wątpliwość znika gdy uświadamiasz sobie, że w sprzedaży są miejsca stojące, że przecież Ty też jedziesz odwiedzić znajomych i wrócić na stare śmieci. Poza tym, no cóż, kto wie ile z tych miejsc wykupują koniki.
W każdym razie do Xuzhou wyjeżdżam pierwszego października a wracam trzeciego, będę tam raptem jeden dzień, ale powinienem dać radę odwiedzić Shawna i odebrać meridkę. O ile jeszcze stoi w piwnicy…
Kolacja
Nie pisałem o niej, bo w gruncie rzeczy to głupio mi trochę pisać o piwie. Napiszę więc o czymś ciekawszym – jedzeniu. Johnson zaprosił mnie do restauracji, mnie i jeszcze jednego nauczyciela – Kyriego (lub podobnie) do restauracji. Wołowinka z rusztu, wieprzowinka z rusztu, do tego jeden bakłażan, talerz pora, jagnięcina, znowu wołowina, jakaś masa jajeczna, trochę chleba, jeszcze więcej wieprzowinki. Tak patrzyłem na to i widziałem tylko rosnącą górę mięsa.
Coraz wyżej i wyżej. I zrozumiałem że to nie jest miłe i przyjemne południe, że tutaj nie wydziwia się cudów z kalafiorem, nie udziwnia warzyw na tysiące sposobów, nie ma setek opcji na podanie zieleniny. Jest mięso. I mięso. A potem jeszcze trochę mięsa. Nie to żebym narzekał, ba, jestem daleki od tego, ale od razu widać różnicę między północą a południem.
No i nikt nie oferował ryżu, nie było też naleśników, był tylko ten dziwny chleb…że nie będzie naleśników to wiedziałem…nigdzie poza Jiangsu nie widziałem by były w restauracji…ale takiej ilości mięsa się nie spodziewałem.
Niedziela
Dzisiaj kolejny półtoragodzinny spacer i ponownie nic pod kątem nowych marketów. Tylko takie malutkie i jeden mały targ z owocami, raptem kilka budek.
Nie mogę się doczekać gdy w końcu będę w stanie wskoczyć na rower i pojechać gdzieś dalej. Bo wiem gdzie są carrefory i wal-mart, ale jechać tam mi się nie chce ani trochę.












