Weekendowe bieganie [28-29 V 2016]

W sobotę było masakrycznie ciężko.

Tak jak lubię na pogodę tutaj narzekać tak jednak biegi kończę i z reguły czuję się okej. Dwa tygodnie temu był ten paskudny poniedziałek po którym ledwo stałem, ale tak jak mówię z reguły.

W sobotę było natomiast paskudnie. Jeżeli się wychodzi przed piątą by pobiegać i już po 10 minutach trzeba się zatrzymać żeby się napić to znaczy że będzie ciężko. Chociaż takie zatrzymywanie się po 10 minutach nie jest jakieś ekstremalnie rzadkie, więc nie wiedziałem jeszcze co mnie czeka.

Co mnie czekało? Po godzinie zostało mi pół butelki z trzech które ze sobą wziąłem.  Jeszcze w piątek zastanawiałem się czy brać trzy czy brać cztery bo przecież to tylko 22 kilometry więc co najwyżej wodę dokupię. Dokupiłem, oczywiście że dokupiłem, ale jeżeli w ciągu godziny musisz wypić ponad litr wody to znaczy że nie jest dobrze.

Po siódmej, gdy już skończyłem biegać zrobiło się trochę chłodniej, odrobinę przyjemniej, ale przed wejściem do domu musiałem kupić jeszcze jedną butelkę bo czułem że jestem odwodniony.

Nie muszę chyba mówić że moje stopy wyglądały jakbym spędził kilka godzin w basenie bo to już norma, ale pierwszy raz w życiu miałem kalafiory na dłoniach (w sensie pierwszy raz po biegu). Źle, źle po prostu źle.

Straciłem blisko trzy kilo czyli tyle samo co tydzień temu kiedy wypiłem tyle samo ale przebiegłem 10 kilometrów więcej. Nie, naprawdę nie polecam czegoś takiego.

Od teraz będę zabierał ze sobą jeszcze więcej wody, ale przynajmniej dowiedziałem się że skittlesy chociaż smaczne i siedzą mi na żołądku tak samo jak żelki to jednak w czasie biegu są paskudne bo trzeba je gryźć i wtedy nie mogę oddychać ustami. Człowiek uczy się przez całe życie.

Za to orzechy to jest pomysł bardzo dobry, tak orzechy się sprawdzają, podobnie pestki dyni. To się sprawdziło dzisiaj, zobaczymy jak się sprawdzi w czasie dłuższego biegu za tydzień.

Oby tylko nie było tak duszno.

W niedzielę z kolei było trochę lepiej, ale coraz częściej zastanawiam się nad kupnem nowego pasa do biegania, tym razem takiego z miejscem na dwie butelki, bo nawet ta większa powoli przestaje mi wystarczać.

Jako trasę wybrałem kanał na którym odbywały się wyścigi smoczych łodzi (bo okazuje się że wyścigi nie odbywają się w dniu święta smoczych łodzi a tydzień przed nim), ale za skarby świata nie potrafiłem ustalić o której odbędą się wyścigi w niedzielę, a dużo ich już nie zostało bo same finały sądząc po liście wyników którą znalazłem bez większego problemu.

Także kolejny rok bez oglądania wyścigów, ale przynajmniej w tym roku zobaczyłem łodzie z bliska więc jest pewien postęp.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.