Koniec raz jeszcz

Dzisiaj skończyły się egzaminy śródsemestralne. Za dwa tygodnie kończy się semestr, a ja tutaj dopiero te egzaminy kończę, no bomba. Wszystko to z powodu tego dnia sportu i przeraźliwie długiej przerwy w październiku. Ten tydzień wolnego to niby fajna sprawa, ale też tak niesamowicie irytująco rozwala program zajęć, że szkoda gadać.

Pogoda się nam znowu ochłodziła, rano musiałem ubrać długi rękaw idąc biegać, a jutro chyba nawet dorzucę drugą warstwą. Kto by się tego spodziewał w grudniu? Był to też pierwszy bieg dłuższy w czasie którego nic nie piłem. Niesamowite.

Jutro znowu nie będziemy mieć wody, znowu bo już nie mieliśmy przez cały wtorek i ¾ środy. Nie polecam. Naprawdę nie polecam.

Bardzo pozytywnie zaskoczyli mnie dzisiaj studenci z pierwszego roku, naprawdę bardzo dobrze się przygotowali, Ich wystąpienia były dobrze wykonane, widać że sporo nad nimi pracowali, trochę przeszkadza mi fakt ze nauczyli się ich na pamięć, ale oprócz tej jednej, jedynej, maleńkiej rysy wszystko inne były po prostu świetne. I słownictwo, i gramatyka i nawet wymowa. A do tego, co było dla mnie bardzo ważne, były to wystąpienia długie.

Jutro będę udzielał dwóch wywiadów związanych z moją pracą. Pierwszaki mają przedmiot który obrazowo nazwiemy planowaniem kariery i jednym z Ich zadań jest przeprowadzenie wywiadu z kimś kogo praca Ich inspiruje. No i dwie grupy wybrały mnie. Będzie to bardzo ciekawe doświadczenie dla mnie i staram się tym za bardzo nie przejmować, ale takie rzeczy generalnie mnie stresują trochę. Rozmowy kwalifikacyjne to nie jest jakiś wielki problem dla mnie, ale takie opowiadanie o sobie mnie zawsze stresuje. Ludzie się na Ciebie, oczekują czegoś, a Ty zamiast prowadzić z Nimi rozmowę, mówisz i mówisz. Chyba więc zamiast trzymać się sztywno formuły pytanie – odpowiedź zrobię coś mniej stresującego i pomagającego mi w skupieniu się na odpowiedziach, czyli dialogu. One zawsze są przyjemniejsze i mniej stresogenne.