Środy są…

Pełne studentów, oprócz ostatniej grupy która jest mała bo ma tylko około 27 studentów. Aż sprawdziłem i faktycznie – Ich tam jest 54 w grupie łącznie. Czyli taki Chiński standard.
Nie przestaje mnie zadziwiać do jak wielu rzeczy człowiek potrafi się przyzwyczaić. Przecież mieszkając w Polsce i słysząc 60 osób w klasie myślałem że to jakiś żart, dowcip, w dodatku słaby, ewentualnie te 60 osób w klasie wyobrażałem sobie w olbrzymiej Sali wykładowej. A przecież sam uczyłem takie klasy i teraz cieszę się gdy mam mniej niż 30 studentów w jednej grupie. Do czego to człowiek potrafi się przyzwyczaić.

Po drugich zajęciach dzisiaj podeszła do mnie starościna jednej z grup i zapytała czy mogą się w przyszłości przesiąść. Zbiła mnie tym zupełnie z tropu bo nie rozumiałem dlaczego by nie mogli się przesiąść. Otóż, jak usiedli w pewien konkretny sposób rok temu tak do teraz siedzą. Nie dość że w tych samych parach, to jeszcze w tych samych miejscach.
Znaczy ja nie mówię, bo zawsze uwielbiałem te miejsca z tyłu pod ścianą i zawsze chciałem tam siedzieć, taki wciśnięty w róg sali, ale to jeżeli nie lubisz konkretnego miejsca to możesz zwariować jeżeli musisz na nim siedzieć.

W ogóle klasy są dla mnie zawsze bardzo ciekawe. Zawsze próbuję znaleźć takie w których drzwi będę mieć po prawej, a nie po lewej stronie, a okna wychodzące na dwór po lewej a nie po prawej. W tym roku po raz pierwszy uczę w takiej. I wydawałoby się że to nic takiego, w końcu co to za problem, ale jednak jest pewien dyskomfort, przynajmniej dla mnie. Tak jak normalnie chodzę po klasie, tak w tej czuję się dość nieswojo, co zresztą zostało zauważone i zostałem poproszony bym więcej chodził po klasie. To chyba najdziwniejsza prośba jaką dostałem, ale ani trochę nie zmyślam. Co prawda, dostałem też prośbę o używanie mikrofonu stacjonarnego, a tych dwóch rzeczy nie da się połączyć, ale coś tam wymyślę.