Dużo

P1130636 (Copy)

Myśli, bardzo dużo, do tego stopnia że nie wiem od czego zacząć. Niby najłatwiej od początku, ale tak bardzo chcę zacząć od końca, chociaż to w gruncie rzeczy nie ma sensu bo potrzebna jest cała historia…no dobrze, spróbujmy.

Mam internet.

Zaczęło się rano gdy poszedłem biegać. Tak szybko to nie biegałem w żaden dzień z wyjątkiem tej cudownej środy gdy praktycznie frunąłem. To bieganie codziennie daje naprawdę dobre rezultaty. Ani nie jestem zbyt zmęczony, ani zniechęcony, czyli jest dokładnie tak jak być powinno. Są chęci i jest siła. Nawet biegania na stadionie zaczyna mi sprawiać frajdę. I te kółka na bieżni stają się coraz mniejsze. Dzisiaj nawet doszło do tego że pomyliłem się o jedno okrążenie myśląc że zrobiłem trzy a zrobiłem dwa.

Wczoraj zadzwonił telefon i jeden z nauczycieli – Dennis, zaproponował mi przejażdżkę rowerem. Oczywiście się zgodziłem i już o dziewiątej ruszyliśmy. Okazało się że jedziemy do Xinzheng, czyli miasta w którym znajduje się sklep June. Tyle tylko że zamiast jechać drogą prostą która zaprowadziłaby nas tam bezpośrednio jechaliśmy jakimiś wioskami, okrężnymi drogami, tak że potraciłem drogę zupełnie i po prostu trzymałem się bardziej doświadczonego lidera.

Dojechaliśmy do Xinzheng w ponad dwie godziny robiąc po drodze 34 kilometry. Cóż, Dennis nie ma przerzutek, więc i tak nieźle.

Przed szkołą do której jechał pożegnaliśmy się i pojechałem na obiad do June. Oczywiście nie mogła poskładać się ze szczęścia, a raczej uwierzyć w to że przyjechałem. Ja w sumie też nie mogłem bo było to tak nagłe, po prostu…
– A skąd jest Twoja dziewczyna?
– Z niedaleka, pracuje w Xinzheng teraz.
– Właśnie do Xinzheng jedziemy.

P1130637 (Copy)

No i pięknie, po prostu pięknie.

Nakarmiony makaronem ryżowym ruszyłem w samotną drogę powrotną, tym razem wybierając drogę S107 bo tymi wioskami to bym nie dojechał. No i droga powrotna miała 28 kilometrów i zajęła trochę ponad godzinę. Czyli bez porównania szybciej.

Ledwo wróciłem podchodzi do mnie Hillary i pyta co z internetem. Pokazuję Jej świeżo nabyty kabel, a Ona idzie razem ze mną do pokoju. Wraz z nami rusza opiekun budynku by zainstalować wieszak na ręczniki i półkę pod lustro w łazience.

Internet dalej nie działa…Hillary przeprasza i rysuje mapę do budynku informatyków.

Półka i wieszak zainstalowane, więc wychodzę do gildii informatyków.

Znajduję, wchodzę do budynku. Nie ma nikogo.
Idę na zakupy, wracam. Nie ma nikogo.
Wracam do budynku nauczycieli, idę do sali komputerowej – moje konto nie działa. Oczywiście informuję o tym Hillary.
Jem kolację i ruszam do gildii informatyków.

Tym razem zastałem Pana informatyka który zajął się moim komputerem. Podłączył się swoim kontem i nagle wszystko zaczęło działać. Po czym podłączył się kontem moim i nagle wszystko przestało działać.
– Twój system jest zepsuty.
– No nie żartujmy sobie.
Już mi się do krzyku zbierało, ale w porę się powstrzymałem.
Przeprosiłem.
Pan popracował, kombinował, kombinował. W końcu wyłączył kartę wifi, podłączył kabel i powiedział że moje konto nie obsługuje wifi.

Niech i tak będzie. Poszedł ze mną do mojego pokoju, podłączył, sprawdziliśmy. Wszystko działa.

VPN co prawda wyrzuca mnie po około 15 minutach, ale myślę że to da się przeżyć. Zobaczymy jak to będzie.

P1130638 (Copy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.