Zalety poddawania się

Jak wiecie słucham sobie podcastów gdy biegam. Czasem jest to coś historycznego, czasem stuff you should know, ostatnio natomiast freakonomics, czyli podcasty skupiające się na ekonomii. Na tyle jednak przystępne że nawet taki laik jak ja radzi sobie z nimi bez problemu. Panowie mówią gładko, płynnie i jest to taka pop ekonomia dla każdego. W takich chwilach przypominają mi się zajęcia z mikroekonomii, na których było mało liczenia i dlatego były fajne. Zajęcia ze statystyki fajne ni e były…W każdym razie Panowie podchodzą do różnych tematów i można zarówno usłyszeć o świetnym sposobie na odchudzanie:
Weź mały słoik, taki po papce dla dziecka i umieść w nim wymiociny. Zawieź sobie na szyi i za każdym razem gdy będziesz głodny powąchaj.
Albo…
Jak jesteś głodny, przetnij sobie dziąsła. Nie mocno, ale tak delikatnie, tylko żeby krwawiły.
I w takich chwilach zastanawiam się dlaczego ja tych finansów nie skończyłem, po czym przypominam sobie że trzeba było liczyć i wszystko staje się jasne.
W każdym razie…mieli taki podcast o poddawaniu się. Zaczynał się od słów które wszyscy znamy ‘tylko słabi się poddają’, ‘jeżeli ciągle się poddajesz to nigdy nic nie osiągniesz’ i tak dalej. Po czym przedstawili dowody, że z ekonomicznego punktu widzenia lepiej się poddać jeżeli nam nie idzie, niż brnąć w coś w czym jesteśmy beznadziejni. Po co inwestować czas i siły skoro zysk będzie albo żaden, albo niewspółmierny do nakładów. Podali piękne przykłady ludzi którzy zrezygnowali ze swojego starego życia by zacząć nowe, w tym pana Roberta Reicha, sekretarza do spraw pracy w czasie pierwszej prezydentury Billa Clintona. Pan zrezygnował ze swojego stanowiska by spędzać więcej czasu ze swoimi synami.  Opowiadają o ludziach którzy zmienili religie, porzucali zawody, innymi słowy robili ogromne zmiany w swoim życiu bo nie byli z niego zadowoleni i czuli że mogą zrobić coś więcej. Czyli mieć większy zysk.
Aż w końcu przyszedł list od Pani która przestała biegać. I zrobiło mi się smutno…bo Ona całkowicie przestała biegać, tak najzwyczajniej w świecie, z dnia na dzień. Stwierdziła że to była obsesja i ją porzuciła bo przestała jej dawać radość.
Miałem kilka takich chwil w swoim życiu gdy bieganie przestało mi dawać radość. Tylko wtedy…odpuszczałem na parę dni/tygodni i wracałem…nie wyobrażam sobie życia bez biegania. Byłoby takie…bez biegania. Puste.
Nawet dzisiaj gdy żołądek mówił nie i chciał zwrócić wszystko co zjadłem wczoraj poszedłem biegać. Tak ciężko nie biegło mi się od dawna. Zrobiłem te 6 kilometrów i nie mogłem, po prostu nie mogłem więcej. Do mieszkania miałem trzy kilometry, które przeszedłem, bo nie byłem w stanie biec. Było mi niedobrze do tego stopnia że odpuściłem. Gdybym podjął walkę tego czwartkowego biegu wyglądałbym z przerażeniem bo przecież bieganie jest takie potworne i tak mi niedobrze było we wtorek i po co mi to w ogóle?
A tak, zrezygnowałem, przemaszerowałem trzy kilometry i czekam tego czwartkowego biegu z utęsknieniem, bo trzeba się odkuć. Pokazać samemu sobie że jestem mocny i potrafię

Zdjęć dzisiaj nie ma, bo i z czego mają być? Zapraszam jutro. Jutro też czeka mnie pierwsza rozmowa kwalifikacyjna, bowiem najwyższa pora za rozglądaniem się za pracą w innej części tego ogromnego kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.