No tak, bo od kilku miesięcy mój świat się wywrócił i mój weekend zaczyna się w niedzielę i kończy we wtorek. Niektórzy sobie z czymś takim nie radzą, zmieniają z tego powodu pracę, chcą mieć więcej czasu w prawdziwy weekend. A mi jest z tego powodu wszystko jedno. Prawdę mówiąc to jest to nawet lepsze rozwiązanie bo chcąc gdzieś pojechać na weekend nie będę się musiał tłuc z milionami innych ludzi. Także duży plus za to i mam nadzieję, że taki sam układ zajęć utrzyma się na przyszły semestr.
A skoro weekend to w końcu postanowiłem wypocząć i obejrzeć ciągle zaległe odcinki Breaking Bad. Masakruje mnie ten serial wszystkim, ujęciami, aktorami, scenariuszem…wszystkim. Miałem problem się do niego przekonać, ale warto było, naprawdę warto. Przede mną jeszcze tylko druga część sezonu piątego.
Jutrzejsze bieganie odpuszczam, bo dla odmiany z gardła przeniosło się na nos, a nie chcę się rozłożyć. Potruchtam trochę na bieżni w siłowni i tyle. Nie ma co szarżować. Mam tylko nadzieję że z nudy nie zwariuję…Uważam że całkiem przyzwoicie radzę sobie z nudą bo zasadniczo nigdy się nie nudzę, ale bieganie na bieżni jest dla mnie takie sztuczne, takie fałszywe i oszukane…Nawet bieganie w kółko wokół stadionu jest ciekawsze. Niby teren ten sam, ale pętelka ma czterysta metrów, czasem ludzie przechodzą, widoczki chociaż się powtarzają to są zmienne co kilka kroków i na każdym okrążeniu można wypatrzyć coś nowego. A na bieżni…nuda. Tylko słuchawki na uszach i podnosić nogi. Nie ma w tym absolutnie niczego ciekawego jak dla mnie. W dodatku nawet interwałów porządnie zrobić nie mogę bo bieżnia rozkula się do maksimum 12km/h. To co to jest za prędkość? A interwały to dla mnie jedyny sposób na zabicie tej nudy inny niż słuchanie muzyki. No nic…trzeba się przestawić na urządzenie i zrobić jak najlepszy użytek z tego co jest.
Dzisiaj ponowne uderzenie mrozu, z dodatkiem wiatru i kierowcy znowu jeżdżą wolniej, ostrożniej, ludzie odśnieżają, koparki pracują, a na drodze są też obecne ciężarówki walczące ze śniegiem. Północ to zupełnie inny poziom walki z białym paskudztwem. To nie jest delikatne południe.
Chiński kącik kulturalny
Tańce na świeżym powietrzu广场舞, znane także jako chiński fitness to rodzaj tańców odbywających się gromadnie w parkach lub innych miejscach publicznych w celu utrzymywania zdrowia.
Składające się z różnych elementów tanecznych tańce nie są ujednolicone ani pod kątem ruchów ani strojów. Łatwo jest się ich nauczyć, a udział w nich przyciąga wiele osób i odgrywa istotną role w życiu społecznym.
W ciągu ostatnich trzydziestu lat przeciętna dieta w Chinach zmieniła się na bardziej pożywną i ludzie zdali sobie sprawę że potrzebują większej ilości ćwiczeń by utrzymać swoje zdrowie.
Jednocześnie tańce pomagają osobom starszym pokonać poczucie osamotnienia dając im poczucie przynależności do grupy.
Cena jaką trzeba zapłacić za tańce na ulicy jest dla niektórych zbyt wysoka, jest nią powiem hałas.
Dlatego też wprowadzono nową ustawę której celem jest stworzenie miejsc wolnych od hałasu w niektórych parkach. Od teraz głośną muzykę i tańczących będzie można spotkać jedynie w wybranych miejscach.




