Miętowy słonecznik

Dzisiaj dostałem zadanie specjalne, a właściwie to kontynuację zadania specjalnego z wczoraj – wyjąć jogurt dla Lydii. Wczoraj musiałem włożyć puste opakowanie, dzisiaj musiałem je wyjąć.

Rano powiedziałem uczniom na zajęciach, że jestem zmęczony. I co? O 16 Irene łapie mnie na korytarzu i mówi, żebym się nie przejmował, że nauczanie w Chinach jest trudne, ale mam się nie zrażać tylko szukać energii i będzie dobrze.

Na lunch prawie standardowo dwie bułki, pomidory z jajkiem, dynia (chyba w dwóch rodzajach) i niewiemco. Jutro wybiorę się do innej stołówki. Taki mam plan.

Dzień drugi maratonu nie wydaje się taki zły, jeszcze tylko jedne zajęcia i koniec. No prawie, bo obiecałem chłopakom godzinkę na boisku. Nie można się teraz wycofać, więc wziąłem koszulkę na zmianę.

W ogóle to w klasie szóstej robili mi masę, ale to masę zdjęć. Chyba do gazetki, ale mogłem ich źle zrozumieć.

Fasolki o dziwnych smakach okazały się fasolkami na ostro – jednym słowem pychotka.

Co do dzisiejszych zakupów to tak: słonecznik (ten zielony ma smak mięty, słonecznik o smaku mięty!), chybagroszek o smaku cebuli i urządzenie niezwykle znane w Polsce a zmodyfikowane w Chinach. I proszę nawet nie pytać po co mi to, ja po prostu jestem za duży dla tego kraju pod wieloma względami.

Mecz z chłopakami wyszedł bardzo fajnie, pojawił się jeden naprawdę dobry aparat, ale jak to w przypadku tych naprawdę dobrych grał pod siebie. Po drugiej stronie boiska był drugi bardzo dobry aparat, ale nie miałem okazji z nim dzisiaj pograć.

W ogóle to przyszli do mnie uczniowie z klasy 6 i przy pomocy Lydii przeprosili, że nie mogą dzisiaj ze mną grać, ale musza się przygotowywać do zawodów sportowych. To się nazywa szacunek do nauczyciela.

Aaa…ASC, jak kiedyś nie będę mieć o czym pisać to wyjaśnię dlaczego właśnie ‘Deszcz Odrodzony’, ale na razie nie chcę tym zanudzać. Nawet w takie pozornie zwykłe dni coś się dzieje.  O właśnie, muszę sprawdzić dzisiaj QQ (taki chiński komunikator) bo jeden z uczniów zaprosił mnie na wycieczkę rowerową po górach w weekend.  Uczniowie tutaj nawet w czasie długiego weekendu myślą o nauce. Niewyobrażalne…

Dzień drugi maratonu także nie był zły. Za to jutro będzie osiem godzin. Już się nie mogę doczekać, a moje gardło wręcz błaga o pomoc.

Zapomniałbym o tym jak tu się zabezpiecza rowery! Otóż nie przypina się ich do niczego, a jedynie zapina się łańcuch na tyle koło i przypina do ramy. U nas to by zabrali rower a potem głowili się co zrobić z łańcuchem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.