Czwarteczek

Dla większości ludzi jest to piąteczek a dla mnie czwarteczek, bo piątek jest do zrobienia bez problemu, owszem niby jest więcej zajęć, owszem niby to de facto środkowy dzień tygodnia pracy, czyli ten najgorszy dla większości, ale dla mnie właśnie ten czwartek jest paskudny. Nie za bardzo wiem dlaczego, takie po prostu odczucie mam. Czasem takie odczucia w życiu mamy, takie niesprecyzowane, nieokreślone, niemające logicznego wyjaśnienia. Mamy i nic na to nie poradzimy, ani nic z nimi nie zrobimy.

Czwarteczek, czyli dzień w którym rządzi Becky, bardziej pobłażliwa z dwójki asystentek. Chloe to studentów trzyma do pięciu minut przed dzwonkiem choćby nic nie robili, Becky wypuści. Chloe sama będzie siedzieć chociaż na zajęciach nic się nie dzieje, Becky zniknie na parę minut, spóźni się, a potem wyjdzie pół godziny wcześniej bez słowa.
– A gdzie jest chińska nauczycielka moi studenci drodzy?
– Bart, nie martw się, uśmiechnij się.
I przyszła w końcu spóźniona. Spokojnie, dzisiaj już nikt inny nie miał zajęć. Wyobrażacie to sobie? Nikogo innego. Jedyni studenci jacy byli to byli bo się sami uczyli.

Sabina szalała z aparatem i robiła zdjęcia, także parę zdjęć z tymi moimi studenckimi obibokami mam. Potem dziewczyny miały okazję poznać Carrots, która podzieliła się z nami mlekiem i galeretkami. Złota dziewczyna, jakby jeszcze tylko to dodatkowe zadanie domowe odrobiła to bym już w ogóle był szczęśliwy.

A potem dziewczyny poznały Smile, która się uśmiechała i zrobiła niesamowite wrażenie, co w sumie jest naturalne bo Smile jest przesympatyczna, zawsze uśmiechnięta i zawsze robi niesamowite wrażenie. To dziewczyna prawdopodobnie zrobiona z uśmiechów.

Następne zajęcia to teoretycznie zajęcia z pięknymi siostrami, ale dzisiaj przyszła tylko piękna siostra numer dwa, która została ochrzczona imieniem Susan. W praktyce wyglądało to tak, że przyszła Becky, powiedziała siostrze żeby poszła po czym sobie poszła sama. A ja zostałem by chwilę poczekać, pogadałem swoim łamanym chińskim z dziewczynami z roku drugiego które gadały ze mną łamanym angielskim, a po jakichś dwudziestu minutach pojawił się student który powiedział że wczoraj nie przyszedł, ale przyjdzie jutro…Zuch.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.