Niedziela i przegapione #12

P1040199 (Copy)

Dzisiaj miałem komplet. Chociaż wszyscy się spóźnili i już myślałem że marny ze mnie nauczyciel skoro przegoniłem w sumie 8 uczniów z dwóch dni. To była jedna z tych paskudnych chwil w których chciałem już to wszystko rzucić i zastanowić się co dalej. Kurczę, to straszne ale tak wielu takich momentów nie miałem przez cały poprzedni rok, a tutaj…

P1040200 (Copy)
Na szczęście jednak dzisiaj przyszli wszyscy i nie muszę się niczym martwić. Za tydzień czeka Ich sprawdzian i strasznie się cieszyli że nie ma zadania domowego. No tak, nie ma zadania bo jest sprawdzian. To urocze jak dzieciaki potrafią się ekscytować z takiej drobnostki zapominając o tym że przecież trzeba się na sprawdzian nauczyć.

P1040201 (Copy)
Większość z Nich to pracowite dzieciaki więc sobie poradzą, a poradzić sobie muszą bo nieuchronnie zbliżamy się do końca książki i zaraz przyjdzie nam przeskoczyć na poziom trzeci. Będzie dobrze.

P1040202 (Copy)
Dzisiaj nawet nakręciłem film jak czytają czytankę i postaram się podrzucić to Chrisowi, i Wam, żeby podzielił się z Ich rodzicami. Wyszło okej, mogło być lepiej, ale w gruncie rzeczy nie ma co narzekać. To w końcu małe dzieciaki.

P1040203 (Copy)

Po zajęciach poszedłem biegać, po drodze spotkałem Smile, która dała mi pieczonego kasztana. W sumie to chciała żebym wziął kilka, ale nie miałem ich gdzie upchnąć, wziąłem więc jednego i odbiegłem. A gdy spojrzałem na garmina zdałem sobie sprawę ze umarł. Nie wiem czy z zimna czy z innego powodu, ale bateria mu nie wytrzymała kilku minut na dworze.

P1040206 (Copy)

Prawdopodobnie dlatego że dość długo go nie doładowywałem. Pobiegłem na bieżnię, zrobiłem kilka kółek i wróciłem do mieszkania. Niby nic niezwykłego, niby standard, ale jakoś tak dziwnie bez zegarka, ani nie wiem ile kilometrów przebiegłem, ani ile czasu mi to zajęło. Dziwnie tak trochę, ale co poradzić.

P1040207 (Copy)

Obiad w mieszkaniu, chwila oddechu, odbębnienie kolejnych kilku rozdziałów w drodze do kolejnego papierka i w drogę. No właśnie, odbębnienie. Ja to wszystko wiem ze swoich studiów podyplomowych które uważałem za w gruncie rzeczy śmiesznie mało wartościowe. A jednak na coś mi się przydały, bo gdyby nie one to nie uczyłbym teraz w Chinach. Lepiej byłoby zrobić taki certyfikat gdzieś na miejscu i może jeszcze się na to kiedyś zdecyduję, ale to także będzie papier dla papieru, ciągłe powtarzanie tych samych informacji. Co ciekawe Anya miała o wiele gorzej bo musiała oddawać prace pisemne z każdego rozdziału i spędzała nad tym po kilka godzin dziennie. To ja już chyba wolę klikanie w pytania zapisane fonetycznie o to jakiego koloru jest węgiel. Banalne bo banalne, ale przynajmniej dostanę certyfikat bez zbędnych problemów.

P1040208 (Copy)

Po tym wszystkim polazłem z Bryanem do WalMartu, gdzie zaszalałem i kupiłem pojemnik, który następnie zostawiłem w KFC.

P1040215 (Copy)

No to tyle z tej niedzieli moi drodzy. Zdaję sobie sprawę, że tych kilka ostatnich tygodni to w gruncie rzeczy same opisy a nie żadne przemyślenia, ale widać narzuciłem sobie takie tempo że nie zastanawiam się nad wieloma rzeczami, a jeżeli rozmyślam to się wkurzam.
Ot jak chociażby dzisiaj z tym śniegiem, bo owszem bardzo to ładnie wygląda przez pierwszych kilka godzin, ale potem robi się makabrycznie brudno. Jedyną zaletą śniegu, jest lód który sprawia że kierowcy w końcu jeżdżą ostrożniej czego się akurat nie spodziewałem. A jednak…jeżdżą te 20-30km/h i gdy tylko widzą człowieka mrugają światłami i walą w klakson ile wlezie. Także chociaż tyle dobrego przychodzi z tej zimy.

P1040211 (Copy)

Dodatkowo narasta we mnie frustracja z powodu kurtki bowiem ten tydzień ma już dać nam solidnie popalić, a tu się okazuje że ona może iść i jeszcze 12 dni…To już lekka przesada, no ale skoro trzeba czekać to trzeba czekać.

Jeden komentarz do “Niedziela i przegapione #12”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.