Wtorek

To nie będzie długa notka bo przede mną jeszcze dużo sprzątania. Dlatego też tylko dwie scenki z dzisiaj.

Scenka#1

Jadę do Xuzhou zawieść walizkę tak jak pisałem wczoraj. A że nie potrafię wypełnić formularza to dzwonię do Tracy i tłumaczę Jej sytuację. Nagle okazuje się że nie muszę nadawać walizki, tylko jutro pojawić się na stacji i wszystko będzie dobrze. Chciałem być świętszy od papieża i kosztowało mnie to stopione kółka w walizce. Tak, kółka w walizce mi się stopiły a w konsekwencji część materiału jest już zdarta. Mam tylko nadzieję, że jutro wszystko będzie w porządku na tej stacji, bo jednak na bilecie jest napisane że…No zobaczymy…

Scenka#2

Wracam z Xuzhou i dosiada się taki starszy Pan. Zaczyna pytać się skąd jestem, potem z trudnością dogadujemy się z pytaniem ile mam lat, uśmiecha się gdy widzi że ja też jadę do Jiawang. I pyta się czy mam żonę. Takie bardzo fajne i bezpośrednie społeczeństwo. Cześć, skąd jesteś, ile masz lat, gdzie pracujesz, masz żonę? Czasem jeszcze się pytają ile zarabiam, ale wtedy mówię ‘mama huhu’ i śmieją się do rozpuku. ‘Mama huhu’ to chiński idiom oznaczający ‘tak sobie’ i może być odpowiedzią na wszystko: jak się czujesz, jesteś głodny, ile zarabiasz, czy chciałbyś jutro w nocy polecieć na słońce. Trochę tak jakby w Polsce obcokrajowiec odpowiadał ‘No tak po japońsku: jako tako’. Bardzo to wszystkich bawi, a mi się podoba bo ‘mama huhu’ czyta się tak jak widzicie, a dosłownie oznacza tyle co ‘koń koń tygrys tygrys’. Bardzo łatwo zapamiętać. A ten Pan wychodząc z autobusu uśmiechnął się do mnie jeszcze raz i pożegnał. Zawsze gdy zastanawiam się jakby to wyglądało w Polsce widzę jakiś straszny scenariusz. Jestem jakoś bardzo negatywnie nastawiony do naszego kraju.

I tyle…
Wybywam na kilka tygodni. Jeżeli będę mieć dostęp do internetu to będę notki wrzucać, ale raczej bez zdjęć. Kontrolę nad wrzucaniem zapisanych notek przejmuje mama, więc wszelkie podziękowania należą się Jej właśnie.
Pierwszy przystanek to Pekin, ale prawdziwa wycieczka rozpoczyna się w Qufu, miejscowości sławnej z tego że urodził i wychował się tam Konfucjusz.  A potem…no wiecie, do Zhengzhou i do klasztoru Shaolin, a potem…no zobaczycie jak wrócę, lub w trakcie jak się uda.

To, prawdopodobnie, będzie ostatnia notka na jakiś czas więc chciałbym Wam podziękować za tych kilka miesięcy. Zdaję sobie sprawę że ten drugi semestr nie był tak bogaty w ciekawe notki jak pierwszy, ale mimo to dalej czytaliście i mam nadzieję że się podobało. To co nie szło do notek, lądowało w szufladzie więc chyba wyszło na jedno ;)
W każdym razie, do przeczytania!

Jedna myśl w temacie “Wtorek”

  1. Powodzenia w podróży. Mam nadzieję, że uda Ci się wrzucić coś jeszcze od czasu do czasu. Naprawdę przyjemnie się czytało Twojego bloga, trudno będzie odwyknąć od codziennej notki :)

    Bon voyage! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.