Żar

IMG_4155

Znowu obudziła mnie kura, albo kogut, to ciężko określić gdy się nie wie. Chyba jednak kura bo to bardziej było kurze rozmowy niż kogucie pianie.  Miałem przez to spory problem z zebraniem się z łóżka, bo jednak chciałoby się trochę więcej pospać, ale trwało to tylko moment, bo już trochę ponad 30 minut później byłem na meridce i jechaliśmy przed siebie. Podobnie jak tydzień temu, postanowiłem pojechać nad jeziorko, zrobiłem tam dwie rundki a potem wracałem trochę okrężną trasą. Wyszło około 34 kilometry i myślę że spokojnie mogę co wtorek na te 90 minut wyskoczyć, bo ani się potem nie musiałem sprężać, ani nie miałem żadnego stresu związanego z tym że ‘przecież już jest tak późno!’

IMG_4156

Bardzo, ale to bardzo dużo ludzi wychodzi tak wcześnie poćwiczyć. Trochę biega, ale stosunkowo niewiele, trochę ćwiczy jakieś ruchy rodem z tai chi, za to wszyscy, nawet najstarsi rozciągają się. To coś co powinno być spotykane wszędzie, w każdym miejscu na świecie, a nie jest. Nie wiem dlaczego, bo przecież to jest, mówiąc najprościej – niezwykle mądre.

Z nieba znowu leje się żar i końca nie widać. To jednak wcale nie jest najgorsze. Najgorsze są te absurdalne skoki temperatury. Gdy wyjeżdżałem rano  to w krótkim rękawku było mi trochę chłodno, w południe nie da się tej temperatury wytrzymać, ale gdy będę wieczorem wracał koło 20 z przejażdżki to będzie mi chłodno. Straszna sinusoida. To nie jest zbyt gościnne miejsce. Może ludzie z tego regionu są do tego przyzwyczajeni.

IMG_4158

Taka pogoda działa na mnie usypiająco. Nie dość że cały dzień walczę z tym porannym zmęczeniem, bo przecież zamiast pospać ‘jeszcze trochę’ postanowiłem pojeździć też ‘jeszcze trochę’, to jeszcze ta pogoda. I brak kawy. Została mi już tylko rozpuszczalna, która dłużej niż tydzień nie zostanie ze mną. Pierwszy tydzień na kawowym ‘odwyku’ zawsze jest okropny, ale może tym razem nie będzie tak źle…

IMG_4168

Chyba muszę zmienić trasę bo ostatnio ciągle jeżdżę w tych samych miejscach i wszystko wydaje się takie płaskie, już nie pamiętam kiedy ostatnio wspinałem się na jakąś górę, ale prawdę mówiąc nawet mi się za bardzo nie chce…wolę sobie spokojnie pokręcić, niż za wszelką cenę ćwiczyć. Jazda na meridce to ma być przede wszystkim przyjemność.

IMG_4175

Teraz patrzę na prognozy pogody i nie wiem jak to będzie w tym tygodniu z jazdą na rowerze…Gdy biegałem byłem niewolnikiem kilometrów, prędkości, tętna i innych takich. Musiałem wybiegać ileś  kilometrów tygodniowo, przy jakiejś tam prędkości, w  określonym zakresie tętna. Wszystko to sprawiało że źle się czułem opuszczając trening. I nie mówię że to coś złego. Taka motywacja była mi potrzebna żeby wyjść z domu, żeby biegać i rozwijać się w tym kierunku, ale stało się to taką moją ‘małą’ obsesją  i momentami miałem już biegania dosyć, ale biegałem bo mimo wszystko wierzyłem w cel jaki sobie postawiłem i nie spuszczałem go z oczu. Były dni gdy zapominałem pulsometru i po prostu biegłem przed siebie. Właśnie takie bieganie, bez żadnego konkretnego tętna, tempa, pozornego celu sprawiało mi najwięcej przyjemności. W tamtych trudnych momentach. Bo gdy przychodziły dni biegu ciągłego w drugim zakresie i byłem w stanie biec przez godzinę w tempie ~4:40/km to widziałem że te moje ‘męczarnie’ przynoszą efekt i byłem przeszczęśliwy. Gdy jeżdżę na rowerze nie odczuwam żadnej presji. Mogę najzwyczajniej w świecie wyjść, pojeździć. Zrobić 20 kilometrów, albo 70 i mieć z tego jednakową frajdę. Z czasem może zacznę jeździć ‘pod coś’ na razie jednak jeżdżę dla przyjemności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.