Czwartek/Piątek/Sobota

W czwartek po szkole postanowiłem pojechać nad jezioro Dugong. Powód był bardzo prosty, gdy kupiłem meridkę powiedziałem że zaprzyjażnię się z tą górą prowadzącą do jeziora, a ostatecznie byłem tam dwa czy trzy razy, więc za mało by nawiązać jakąś bliższą znajomość. Także pojechałem, wspiąłem się na górkę, zrobiłem cztery kółka wokół jeziora i hmm…w Chinach zachodzące słońce wisi na niebie krócej niż osiem minut, czyli bardzo krótko. A gdy zajdzie robi się momentalnie ciemno. Na szczęście droga do i z jeziora jest dobrze oświetlona. A wracając natrafiłem na mnóstwo rowerzystów którzy dopiero nad jezioro jechali.
Piątek to z kolei dzień paczek. Dostałem tak:

IMG_4304

Metal Gear Solid 2 Shareholder’s Edition, czyli MGS2 w edycji dla udziałowców. Oczywiście wydane tylko w Japonii.

IMG_4300

Metal Gear Online, czyli osobna gra dostępna w Europie i USA razem z Metal Gear Solid 4, a w Japonii tylko na osobnej płytce.

IMG_4302

Płytka z edycji kolekcjonerskiej Metal Gear Solid 3: Subsistence będąca kilkugodzinnym filmem przedstawiającym wszystkie wydarzenia z gry. Można sobie włożyć do odtwarzacza dvd i obejrzeć.

IMG_4317

Dostałem też małe monstrum, które małe jest tylko z nazwy bo 15’6 monitor wydaje mi się być teraz olbrzymi. Ogromną zaletą ośmiu gigabajtów ramu jest to że resetuje się błyskawicznie.
No i miałem z nim wczoraj mały problem natury mikrofonowej. Otóż mikrofon nie działał. Zestaw podstawowych działań to:
1. Sprawdź czy masz komputer
2. Sprawdź kable
3. Wyłącz i włącz ponownie
A potem to już tylko grzebanie w panelu sterowania, które nie dało żadnych efektów. W końcu doszło do przeinstalowania sterowników i na szczęście Asus na swojej chińskiej stronie udostępnia sterowniki, wystarczyło pobrać, zainstalować i poooszło.
Przyszły też obrazy, ale jak ja je do kraju zabiorę tego jeszcze nie wiem…

IMG_4320

IMG_4321

Czułem się wczoraj trochę leniwie więc kupiłem obiad pod domem – 5 RMB. A do tego chleb – 3 RMB. Chleb…jeszcze nie jak w Polsce, ale już blisko.
W sobotę za to kogut zaczął piać o 3 nad ranem i nie przestał do 5. Gdy stwierdziłem że już dłużej nie pośpię i zacząłem jeść śniadanie to od razu przestał. Jego dni są chyb policzone bo na pewno nie tylko mnie budzi.
Interwały. Dzisiaj poszło 3x2km w czasie 9:10-9:20 z przerwami po 4:30. Międzyczasy wyszły takie 8:47, 8:50 i 8:26. Czyli dużo szybciej niż zakładałem, zwłaszcza ten ostatni pokazał że nie jest ze mną tak źle. Powtarzam to sobie od kilku tygodni, ale wszystko na to wskazuje. O ile te krótsze wychodzą tak jak wychodzą, czyli średnio, o tyle te długie wychodzą dobrze. A skoro tak dobrze mi się biegło to skróciłem przerwy do równych 4 minut. Miałem drobny kryzys w okolicach drugiego okrążenia przy drugim biegu, ale potem to już było mi wszystko jedno. Chyba za bardzo się oszczędzałem, bo pierwszy kilometr z ostatnich dwóch pobiegłem 4:23, czyli następny zrobiłem 4:03 i pod koniec nic mi nie było, żadnej kolki, żadnego strasznego zmęczenia. Następny tydzień to tydzień przerwy od interwałów.
Patrząc na prognozy pogody zastanawiałem się czy brać dzisiaj meridkę na przejaźdżkę. Wybraliśmy się na krótką ledwie trzydziestopięciokilometrową i to tylko i wyłącznie moja wina bo nie wziąłem niczego do picia. Myślałem że po godzinie zacznie padać, ale nie zaczęło no i tak jakoś…W każdym razie dojechałem nad jezioro inną trasą, taką którą kiedyś się zgubiłem, a wracając zahaczyłem o jakiś olbrzymi festyn w centrum:
A żadnego święta dzisiaj chyba nie ma…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.