Obie!

Odpowiedziały dzieciaki z klasy 11 gdy zapytałem się czy chcą grę czy piosenkę. Gra im się nie spodobała bo grali w nią z Vicki w piątek. Poszła więc piosenka, a potem chciałem zagrać w coś innego, ale nie chcieli…z założenia uważam, że z grupą nie zawsze trzeba się siłować i jeżeli czegoś nie chcą robić to może faktycznie lepiej odpuścić, zwłaszcza jeżeli mają przed sobą stresujące egzaminy. No to puściłem im piosenkę, ale powiedziałem, że nie mogą nikomu o tym powiedzieć…Pewnie już cała szkoła wie, że można mnie nagiąć…Jak linijkę…

Pierwszy raz od bardzo dawna spadł deszcz. Ciężko uchwycić spadające krople, więc chwyciłem krople spływające. A potem dojechałem do pracy i…

Zaczyna się drama. Lidia zapytała się mnie co myślę o Miguelu i tak prawdę mówiąc to nie chcę tego wszystkiego z siebie wylewać. Bo to takie mocno niepozytywne. Tylko by zrozumieć całą sytuację trzeba opisać kilka faktów. Także…Lidia nie polubiła nowego nauczyciela. Nie polubiła bo stawia mnóstwo żądań, wczoraj przy pierwszym spotkaniu ją dotykał (taaak, wszystkie stereotypy o mężczyznach z południa ucieleśniły się w moim nowym compadre), a potem zaproponował Lidii by była jego nauczycielką chińskiego. W jego mieszkaniu. Taaaak…No i co ja miałem jej powiedzieć? Powiedziałem jej o stereotypach i żeby nie pozwalała sobie na to, jeżeli tego nie chce. No i doszło do tego, że dzisiaj Damon (nasz pół nauczyciel pół student anglistyki) udaje chłopaka Lidii. Czyli chodzi z nią na niektóre zajęcia, a dzisiaj biedaczysko poszedł z nami na lunch, po czym uciekł do domu zjeść lunch który miał zaplanowany. Poszliśmy do stołówki, Miguel trzymał się mnie, a wyjątkowo poszliśmy do dwójki bo tam mają dobre nudle (chyba jednak to była jedynka, nie dwójka, ale teraz Lidii się nie przyznam, że się rypłem) i chciałem więcej jedzenia, ale nie chcieli mi nałożyć, więc wziąłem jeszcze dwie ‘tortille’. Ogółem jedzenie nie było złe, ale lepsze byłoby w jedynce. Miguel nie lubi ostrego, więc to nie jest prowincja dla niego. To jest Jiangsu, prowincja sławna w całych Chinach z ostrego jedzenia z jedzenia ‘hen la’. To jest coś co mi pasuje i coś za co jeszcze bardziej cenię moje małe Jiawang. Bo jedzenie jest dobre, bo papryka kopie, ale nie mocno. Tu jedzenie było ostre, jest ostre i pewnie po wsze czasy będzie ostre. Więc mówienie w stołówce ‘bo la’ (nie ostre) nic nikomu nie da. Zwłaszcza w szkolnej stołówce, która musi nakarmić ~2000 uczniów. Nikt się nie będzie Tobą przejmował jeżeli Ci nie smakuje. Weź sobie coś innego i tyle. Mnie dzisiaj tylko zabolało, że nie chcieli mi dać tyle jedzenia ile chciałem, ale za to cały obiad z ‘tortillami’ wyszedł mnie 4,5 RMB. No to taniutko. Lidia wysłała mi smsa w czasie lunchu gdzie idę potem, bo nie chciała wracać z nowym, a Damon musiał iść na prawdziwy lunch. Także trochę ją poratowałem i posiedziałem z nią w gabinecie. W taki dzień mało kto chce być sam.

Aaa zapomniałbym o tej kartce od uczniów z 11. Oni zapisali gdzieś moje imię i nazwisko! Nawet ł odwzorowali. Byłem pod ogromnym wrażeniem.

A jeszcze przed lunchem poszliśmy do wicedyrektorki/nauczycielki angielskiego by zapytać się czy mógłbym kiedyś wpaść na jej zajęcia i im się poprzyglądać. Oczywiście Ruby (no naprawdę piękne imię) się zgodziła. I dostałem herbatę o smaku ryżu. Pachnie pięknie, naprawdę pięknie. A dostałem ją bo inna nauczycielka ją dostała, ale jej nie smakuje. Szczerość i szczodrość tej nacji nie przestaje mnie zadziwiać.  Potem powiedziałem Damonowi, że to herbata o smaku ryżu, pokazałem napis ‘mio’ i powiedziałem ‘mio’. Po czym zacząłem się śmiać, bo zrozumiałem że tłumaczę rodowitemu Chińczykowi co znaczy i jak wygląda ‘mio’. Damon też zaczął się śmiać.  Także nie ma tak źle z moim poczuciem humoru.

Potem do domu, powrót, kolejne dwa zajęcia.

Kolacja, tym razem w jedynce. Za 4 RMB dostałem tofu, tofu, kiełki, sałatkę i bułkę. Usiadłem ze ‘zdrajczynią’ czyli Stefanią. Czemu zdrajczynią? Poczekajcie do niedzieli ;) I sobie przyjemnie porozmawialiśmy przy kolacji. Stefania chce studiować anglistykę i podchodzi do tego bardzo ambitnie bo chciałaby wyjechać do Oxfordu i tam studiować. No lekko nie będzie, ale pewnie jak się zaprze to da radę bo to zdolna dziewczyna.

Jutro na lunch idziemy z Jennifer, która przyjedzie i będzie się zapoznawać z listą żądań. Heh…W każdym razie, skoro idziemy z nią na lunch to pozwoliłem sobie dokupić coś. Tylko zdjęć nie zrobiłem bo wychodziłem i było ciemno. Ale spokojnie wezmę jeszcze raz to samo. Może w czwartek, albo w piątek. Mam tylko nadzieję, że będzie lepsza pogoda.

I tak na sam koniec proszę spojrzeć na to jak tu jest ciemno. To była godzina 18…

Dzisiejszej trasy nie ma nawet co wrzucać bo prowadziła tylko do i z szkoły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.