I have no idea what I’m doing

IMG_3263 (Copy)

Nie mam zielonego pojęcia co ja robię.

Wylądowałem w Pekinie. Nawet w pociągu wiozącym mnie do odbioru bagażu to do mnie nie docierało. Jest chyba zbyt wiele rzeczy o których powinienem myśleć, że o nich najzwyczajniej w świecie nie myślę.
No dobrze. Odebrałem bagaż, zrobiłem zdjęcie, postanowiłem spojrzeć na ulotki, po czym nie wziąłem żadnej mówiąc sobie ‘Co ja, babcia jestem?’ i wyszedłem do hali przylotów.

A tam nikogo z napisem, który chociaż w najmniejszy sposób sugerowałby że ktoś na mnie czeka. Powinno mi chociaż ciśnienie skoczyć. Nie wiem czy byłem taki zmęczony, taki obojętny, czy po prostu pogodzony z losem, ale pokręciłem się wokół tej hali i w końcu pojawił się sympatyczny Pan Chińczyk, który miał tabliczkę z napisem BART. (Po drodze zapytałem też sympatycznego Pana Indonezyjczyka czy czeka na mnie, ale powiedział że czeka na wycieczkę – flaga Indonezji powinna mieć inne ułożenie barw niż nasza!).

Pan Chińczyk nie chciał sobie zrobić ze mną zdjęcia, więc trudno, sam sobie trzymam znaczek. Ann i PC odwieźli mnie do hotelu, Ann mnie zarezerwowała…Po drodze wielokrotnie wspominając, że jestem bardzo przystojny, wyglądam bardzo młodo i na pewno nie będę mógł się opędzić od dziewczyn. Pokój hotelowy jaki jest każdy widzi. Niby na osiedlu akademickim, a szczoteczki, mydło, płyn do kąpieli, telewizor, podgrzewacz wody, herbata i chyba internet do którego nie mogę się podłączyć. Do gniazdek wchodzą polskie wtyczki, także jest ślicznie.

O 18 ruszamy z Ann i może Panem Szefem na kolację.

Przemyślenie#1 TEN KRAJ JEST OLBRZYMI (i faktycznie uwielbiają wiadukty, tacie by się spodobało).

Schodząc o 18 na piętro 2 trafiłem na dwie kelnerki, które nie znały angielskiego, więc wyszedłem i poszedłem pograć w sudoku.
Pana Szefa nie było. Ann za to zamówiła zupkę (ogromne nudle, grube, ciężkie i naprawdę masywne), kurczaka w sosie słodko kwaśnym, coś z grzybkami, a ja zamówiłem pikantne coś z wieprzem i kalafiorem (większością kalafiora). Gratis dostałem lekcję jedzenie pałeczkami. I faktycznie Chińczycy mlaskają przy jedzeniu. I faktycznie ogromne ilości jedzenia zostawiają.

IMG_3272 (Copy)

Teraz siedzę i szukam strony na której mogę opublikować bloga, ale chyba skończy się na blox.pl bo nie chce mi się bawić z wordpresami i blogspotami, które nie działają. Google działa! Zaparzyłem sobie herbatę. O 1930 w Pekinie jest ciemno, bardzo ciemno. Chciałem jeszcze pójść na spacer, ale to się jeszcze okaże. Jutro odbierają mnie o 730 z lobby i jedziemy na pociąg. Stamtąd do Xuzhou. Coraz bardziej wątpię w moją wioskę.

IMG_3273 (Copy)

Tak wygląda trasa mojego wieczornego spaceru po zakupy. Dokulałem się do stadionu, na bieżni którego biegało parę osób, a o wiele więcej po prostu chodziło w kółko. Bieżnia nieoświetlona. W ogóle mrok o godzinie 20 jest chyba najbardziej widoczny gdy go porównam z Katowicami. Może to po prostu taka dzielnica. Za to w tym miasteczku akademickim pełno studentów, którzy patrzą się an mnie z większym zdziwieniem niż ja na nich.

IMG_3271 (Copy)

Udało mi się zrobić pierwsze zakupy. O ile zupkę i suszoną wołowinę można nazwać zakupami. Na szczęście mam dostęp do wrzątku więc sobie poradzę. Dzień pierwszy w Chinach – zakończony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.