Pierwszy dzień na siłowni zawsze boli. Może nie tyle pierwszy dzień co dzień drugi. Dzień pierwszy po trzytygodniowej przerwie to brutalne zderzenie z rzeczywistością gdy okazuje się że ciężko wypracowana forma zniknęła i wszystko trzeba budować od nowa. Zaletą takiej sytuacji jest to, że…wszystko trzeba budować od nowa, a teraz poziom z którego startujemy jest wyższy więc można osiągnąć jeszcze więcej. Czyli jest dobrze. Po wejściu na wagę okazało się, że jestem o kilka kilogramów mniejszy i już zrozumiałem dlaczego spodnie mi spadały…gdyby to jeszcze sam tłuszcz, ale nigdy w życiu nie ma tak dobrze.
Także pierwszy dzień na siłowni za mną, ale to dopiero początek bo najgorzej będzie w środę gdy przyjdzie pora na pierwsze bieganie.
Changchun jest chłodne, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Mróz lekko podszczypuje, cienkie rękawiczki to za mało, podobnie jak chusta przerobiona na czapkę. Grube rękawiczki, zimowa czapka to dość by ten chłód pokonać, ale w twarz dalej delikatnie szczypie. Jest chłodno, ale to inny rodzaj chłodu od tego w Zhengzhou, tam było chłodno, ale i wilgotno więc odczuwalna temperatura była jeszcze niższa. W Szanghaju z kolei szalał wiatr i było wilgotno, więc chłód nie był tyle doskwierający co bardziej przeszywający do szpiku kości.
Po siłowni pora na zakupy i tym razem prawie wszystko udało mi się dorwać w podziemnym markecie, nawet piersi z kury które chyba są tam tańsze. To dobre miejsce, w dodatku bliżej siłowni i będę tam zaglądał jeszcze częściej, wybór też mają całkiem przyzwoity, mniejszy niż na tej giełdzie kawałek dalej, ale w dalszym ciągu jest w porządku.
Udało też mi się wczoraj porozmawiać ze swoim szefem, który nie jest chińczykiem bo nie wręczył nikomu czerwonej koperty z pieniędzmi z okazji Święta Wiosny, i okazuje się że w moim przypadku nic się nie zmienia, dalej uczę w kolegium i małej szkole u Chrisa. Tom za to nie wiadomo gdzie pracuje, po tym jak dostał propozycję nauczania w kolegium dla nauczycieli została ona wycofana bo jest za młody. Oprócz tego dostał 6 dni wolnego, czyli tyle ile dostają Chińczycy. No uroczo po prostu, słowem, ten mój szef to złoty człowiek.
Po czym poznać że w Changchun zima się kończy? Po zwiększonej ilości straganów z jedzeniem.



