W koło wokół miasta

dsc01676-copy

Znowu znalazłem się na dworcu autobusowym który bardziej przypomina małe miasteczko i znowu pojawiło się wokół mnóstwo taksówkarzy którzy marzyli jedynie o tym by mnie gdzieś zawieźć. Prawdę mówiąc ja też chciałem być zawieziony, ale niestety nie potrafiliśmy się dogadać co do ceny, tak czasem bywa. Oni chcieli więcej, ja więcej płacić nie chciałem, więc trochę się nagadałem, trochę nachodziłem, ale w końcu dogonił mnie ktoś kto akurat jechał w obranym przeze mnie kierunku, a że miał już innych pasażerów to mnie policzył taniej.

dsc01679-copy

I tak znalazłem się pod pagodą Shedagon. Wysokiej na 112 metrów,  w dodatku umiejscowionej na wzgórzu więc sprawiającej wrażenie pełniącej straży nad całym miastem. Zwłaszcza wieczorem gdy jest oświetlona a wokół niej panuje mrok. Chciałem odwiedzić ją właśnie w takich warunkach, nie udało się, ale zawsze warto zostawić sobie coś na kolejną wizytę, także rozczarowany nie jestem.

dsc01736-copy

Przed wejściem czekało mnie ściągnięcie butów, skarpet, a że tym razem nie miałem długich spodni (w końcu wziąłem tylko jedną parę a wyprać ich nie miałem gdzie po przeprawie przez Bagan) to musiałem kupić longyi czyli tradycyjną spódnicę (no dobrze, dobrze, to nie jest spódnica, ale niech już tam będzie).

dsc01698-copy

Właśnie, 8000 kyatów kosztowało wejście do pagody, 5000 kyatów kosztowało longyi , czyli razem 13000. Dałem 15000, ale 2000 kyatów reszty dostałem dopiero gdy się o nie upomniałem. Trzeba się o swoje upominać, zwłaszcza gdy chodzi o pracowników rządowych. W końcu czego jak czego, ale rządu w Mjanmie wspierać za bardzo nie wypada.

dsc01683-copy

Oczywiście żeby dostać się do pagody trzeba przejść przez prawdziwy supermarket i opędzić się od dzieci sprzedających kwiatki. A supermarket to bardzo dobre słowo bo przed świątynią sprzedawane jest dosłownie wszystko. O ile bransoletki buddyjskie i obrazki pagody jeszcze mogę jakoś zrozumieć o tyle koszulek z Pokemonami zrozumieć już nie chcę. Potrafić potrafię, ale nie chcę bo to się dla mnie kłóci.

dsc01750-copy

Tak samo jak kłóci się mi obraz mnichów. Na ulicy często spotyka się mnichów którzy zbierają jedzenie, tak samo jak w Laosie, i widać że naprawdę jest im to potrzebne, a w świątyni praktycznie każdy mnich miał ze sobą komórkę, część z nich miała tatuaże (co samo w sobie nie jest złe, bo jednak mnóstwo ludzi w Mjanmie tatuaże ma), część miała czerwone zęby od żucia betelu (co też nie jest jakieś straszne, bo jednak mnóstwo ludzi tak robi). Problem, dla mnie, był w tym że miałem obraz z Laosu gdzie każdy chłopak musiał przez jakiś czas być w klasztorze i czuć było że dla nich to coś znaczy, co jeszcze potwierdzały rozmowy z mnichami. A tutaj, było to takie na luzie, owszem byli mnichami, ale sprawiali wrażenie jakby byli od tego odcięci, jakby ten buddyzm jednak nie oczekiwał od nich odrzucenia pragnienia rzeczy materialnych (a może nie oczekuje, w końcu tych sekt buddyjskich jest całkiem sporo).

dsc01707-copy

dsc01740-copy

dsc01763-copy

dsc01768-copy

Chodziłem po tej pagodzie, robiłem zdjęcia, ale co w tym wszystkim najlepszego to to że znowu poczułem się jak na początku mojego pobytu w Chinach. Mnóstwo ludzi zaczepiało mnie i prosiło o zdjęcie. Nawet jeżeli ich angielski był nieistniejący to i tak jakoś się tam dogadywaliśmy, wyszło doświadczenie z Chin.

dsc01793-copy

Powiedziałbym że rzucają się w oczy ludzie robiący sobie zdjęcia na tle pagody, ale skoro sam sobie zrobiłem to nie mogę nikogo za to potępiać, w końcu gro z tych osób to pewnie byli, tak jak i ja, odwiedzający.

dsc01837-copy

Pieszo ruszyłem w stronę dworca, znaczy podobno można jechać autobusem, ale sprawdzać tego nie chciałem. Przystanki autobusowe nie mają żadnych rozkładów, a każdy autobus zawiera oprócz kierowcy krzykacza. Krzykacz wychyla głowę przed przystankiem i krzyczy jaki to autobus i dokąd jedzie. Krzyczy rzecz jasna nie po angielsku, więc dla mnie były to informacje zupełnie niedostępne.

dsc01841-copy

Zaletą takich spacerów jest poznawanie miasta, picie kawy tam gdzie piją ją tubylcy i jedzenie śniadań także z nimi. Nawet odkryłem że w Rangunie znajduje się dzielnica Japońska, a może stworzona jedynie dla japońskich turystów bowiem roiło się tam od napisów po japońsku.

dsc01866-copy

Widać że dworzec pochodzi z czasów kolonialnych i o ile z zewnątrz prezentował się przyzwoicie, o tyle w środku wyglądał jakby nie był czyszczony odkąd Mjanmar przestał być nazywany Birmą.

dsc01872-copy

Na szczęście ludzie na dworcu mówili po angielsku, przynajmniej w stopniu podstawowym więc nie miałem żadnych problemów ze znalezieniem odpowiedniego peronu i kupnem biletu. Może kiedyś będzie tak w Chinach?

dsc01882-copy

Wsiadłem do pociągu, do innego wagonu niż reszta turystów i ruszyłem w podróż.

dsc01885-copy

Było coś niezwykle odprężającego w możliwości spędzenia czterech godzin wśród rodowitych Mjanmarczyków pokonujących swoją codzienną trasę na targ, z targu, do pracy, z pracy. Tych kilka godzin spędzonych w towarzystwie ludzi którzy sprzedawali smażone przekąski lub przygotowywali jedzenie na miejscu  w pociągu było…no cóż…zupełnie nowe. Wspaniała odmiana od pachnących jednakowo zupek błyskawicznych które są w ilościach hurtowych spożywane w chińskich pociągach.

dsc01900-copy

dsc01954-copy

dsc02153-copy

W połowie drogi zaczęło padać, co zachęciło jeszcze więcej osób do przejazdu i przewozu jedzenia, masy jedzenia.

Gdzieś po drodze mignęła mi walka kogutów, ale dosłownie mignęła. Folklor, ale taki przyjemny folklor.

To w jakich warunkach mieszkają tam ludzie to coś dla nas niepojętego, od kilka desek zbitych razem i liśćmi bambusowymi przykryty dach.

dsc02053-copy

dsc02059-copy

dsc02061-copy

Podróż skończyła się wraz z deszczem. Wysiadłem z pociągu i ruszyłem do hostelu by odłożyć plecak i dalej zwiedzać miasto, ale już bez tego dodatkowego ciężaru.

dsc02175-copy

Minęły może dwie godziny, usiadłem przy stoliku, zamówiłem kawę i zacząłem rozmawiać z Mjanmarczykiem starszej daty.

dsc02189-copy

Pan miał 76 lat, czyli angielskiego uczył się jeszcze w czasach kolonialnych (no, w większości to już po opuszczeniu Mjanmaru przez Anglików, ale jednak) i zaczęliśmy rozmawiać.

dsc02206-copy

Nie była to łatwa rozmowa, bo zacząłem od tego że chociaż kraj jest brudny to jednak ludzie tutaj wyznają tyle religii, a mimo wszystko szanują siebie nawzajem, nie strzelają do siebie, nie rzucają kamieniami, żyją tak jak powinni żyć, a skończyłem na powtarzaniu że musi mieć nadzieję że będzie lepiej.
Będzie, bo przecież u nas też było źle. Polski przez ponad 100 lat nie było na mapie. Potem komunizm, ludzie nie mieli nic do mówienia, walczyli z rządem i cała nasza przemiana zaszła w ciągu niecałych 30 lat.
On jednak nie wierzył że w Mjanmarze dojdzie do tego za jego czasów, ani za czasów jego dzieci, nawet wnuków. Może kiedyś.

Najbardziej zasmuciło mnie to jak skarżył się na edukację, że chociaż jest to jakby jej nie było. Tak patrząc na suche dane, to raptem co druga osoba po ukończeniu pięciu klas szkoły podstawowej idzie do czteroletniego gimnazjum, a potem już raptem jedna piąta do dwuletniego ogólniaka. Poziom alfabetyzmu to niecałe 90%, niższy wśród dziewczyn niż chłopców. Słabo. Bardzo słabo.

Gdy opowiadał o tym że rząd rządzi pistoletami to zrobiło mi się jeszcze smutniej. W końcu Mjanma ma wybrany w demokratycznych wyborach rząd. Tylko co z tego że ma skoro nie rządzi on a armia? A nawet jeżeli kiedyś odejdzie od władzy to i tak pod jej kontrolą pozostanie cały przemysł i całe to bogactwo naturalne. Cały ten gaz, ropa, kamienie szlachetne i żady nie przekładają się na bogactwo kraju, a jedynie na bogactwo tych najbliższej wojska. Może i wikipedia mówi że jest coraz lepiej, ale ulice mówią jednak coś innego.

W końcu się pożegnaliśmy a ja poszedłem szukać jedzenia.
Tym razem znalazłem chińską restaurację i po zjedzeniu porozmawiałem z szefem po chińsku. Pierwszy raz w życiu ten język przydał mi się poza Chinami. Było to o tyle sympatyczne że w nagrodę dostałem worek żebym mógł sobie do niego włożyć tę dużą butelkę coli. W ogóle to skandal żeby w Chinach nie można było kupić coli zero w półtoralitrowej butelce.

dsc02231-copy

dsc02232-copy

dsc02233-copy

Lekcja z dnia czwartego – czasem lepiej się zatrzymać i napić kawy niż ciągle chodzić

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.