Tydzień dziesiąty

Egzaminy

Tydzień dziewiąty na uczelni, podobnie jak tydzień dziesiąty, to tygodnie egzaminów połówkowych.

a-copy

W teorii ma to być taki bodziec motywujący studentów do ciągłej pracy. Mi osobiście  w ogóle ten Polski system nie pasował i uważam że jedno kolokwium decydujące o wszystkim jest okropnym demotywatorem.

dsc03213-copy

W każdym razie w teorii jest to rozwiązane fajne, ale w praktyce…no cóż, począwszy od ‘egzaminy śród semestralne nie są aż takie ważne, więc nie mamy żadnego wzorca według którego trzeba je przygotowywać’ (co jeszcze nie jest złe, bo w końcu jest jakaś normalność, ale daje już lekki przedsmak tego co się może dziać), poprzez studentów wypełniających arkusze z innych egzaminów bo się spóźnili i widzieli jakąś kartkę papieru na biurku, na studentach którzy wchodzą do sali jak gdyby nigdy nic w połowie pierwszego zadania i mają pretensje że nie chcę ich do egzaminu dopuścić.

c-copy

Rozumiem spóźnić się w zimę w Polsce, samemu mi się zdarzyło nie raz. Nigdy na kolokwium, ale na zajęcia od czasu do czasu tak. Wystarczyło żeby któryś z autobusów czy tramwajów spóźnił się, lub wręcz nie przyjechał, co przecież jest normą w zimę.
Spóźnić się na zajęcia w Chinach, gdy trzeba mieszkać w akademiku będącym 10 minut spacerkiem od sal? Nie pojmę. Raz studentka przyszła mi w połowie pierwszych zajęć, czyli spóźniła się 30 minut i na pytanie dlaczego odpowiedziała ‘cały mój pokój zaspał’ i ona uważała że to jest wytłumaczenie. No bo przecież skoro wszyscy zaspali to jej indywidualna odpowiedzialność jest zmniejszona.

dsc03285-copy

Czasem pytam się June skąd się taka mentalność bierze, na co żona odpowiada ‘nikt od nich tego nie wymaga, chińscy nauczyciele się nie przejmują, a oni sami nie rozumieją że robią coś nie tak’. Uwierzycie że w takich chwilach nawet ta szkoła w Changchun wydaje mi się lepsza? Tam przynajmniej studenci chcieli ze mną rozmawiać, a ci tutaj…i to pomimo o niebo lepszych wyników na egzaminach. Ot kolejny dowód na to że to jakie oceny masz nie ma wpływu na to jakim jesteś człowiekiem.

b-copy

Zgubiłem się

To świeża wiadomość, bo z soboty. Otóż w czasie długiego wybiegania zgubiłem się.

e-copy

Najpierw się przewróciłem, bo jakiś farfocel nie posprzątał przewróconej, przez tajfun, lampy do której przykuty był stalowy drut. No i wyrżnąłem o ten drut, poleciałem prosto na dłonie i znowu lewe kolano, a przy okazji jakimś cudem obiłem zegarek. Myślę że powinienem zgłosić się do SUUNTO i powiedzieć że nikt nie przetestuje odporności ich zegarków na starcia z betonem jak ja. Jak na razie to znosi te starcia gorzej niż garmin.

d-copy

Gdy już przemyłem jodyną rany ruszyłem przed siebie. Bo w sumie taką trasę wybrałem – cały czas przed siebie, prosto w nieznane. Nagle pojawiło się rozdroże z lampą i pobiegłem w prawo, dobiegłem do końca drogi w wiosce i stanąłem przed główną drogą. Zawróciłem z powrotem do wioski, bo było jeszcze za ciemno by biegać po głównej drodze i zacząłem szukać tej lampy. Przebiegłem wioskę dwa razy w całości, pytając ludzi po drodze jak się dostać na dworzec. Niektórzy pytali się mnie o to na jaki dworzec chce się dostać, bo chociaż 3 kilometry od wioski znajduje się jeden to może chciałem się dostać do tego drugiego, tego na wyspie, raz padło pytanie czy chce się tam dostać na nogach, co w tamtej chwili bardzo mnie rozbawiło, ale im dłużej nad tym myślę tym widzę że było to głębsze pytanie niż wtedy rozumiałem. Bo przecież mogłem powiedzieć że chcę złapać stopa, ale wtedy pewnie zostałbym oddelegowany do tej głównej drogi, czego nie chciałem zrobić.

dsc03106-copy

W końcu skierowany w dwóch przeciwnych kierunkach stwierdziłem ze pobiegnę do tej głównej drogi bo zaczęło robić się widno. Tylko że wtedy dotarło do mnie że minąłem tę lampę już dwa razy i teraz wystarczy zakręcić i pobiec przed siebie. Tak też zrobiłem i po trochę ponad godzinie byłem w domu, ale jedno powiem – masakra. Zamiast coraz lepiej to biega mi się coraz gorzej.

dsc03107-copy

Obwoźni sprzedawcy

Znacie może takie sceny z westernów gdy do miasteczka przyjeżdża koleś, z reguły pseudo lekarz, z jakimiś specyfikami które mają ludziom życie ułatwić, lub uleczyć ich z czegoś?

dsc03135-copy

Przypuszczam że kiedyś gdzieś między komunizmem a kapitalizmem w Polsce było podobnie, pojawiali się gdzieś, na jakichś festynach, ludzie sprzedający pewnie proszki do prania, albo inne cuda mówiąc że są z zagranicy i zarabiali na tym krocie.

dsc03136-copy

W Chinach spotkałem się z tym po raz pierwszy w piątek. Znaczy może spotkałem się wcześniej, ale nie byłem tego świadomy. Koło 19 koleś rozstawił samochód przy targu wieczornym i zaczął prezentację. Nie mam pojęcia co sprzedawał bo stałem za daleko i za krótko.  W końcu to piątek więc muszę iść wcześnie do łóżka, w końcu czeka na mnie długi bieg w sobotę z rana.

f-copy

Zresztą nawet gdybym miał aparat to i tak bym się nie dopchał. Było wokół niego tylu ludzi, że aż mnie ścięło. Większość oczywiście starszych, ale kilka w średnim wieku też się znalazło. To niesamowite że taki sposób sprzedaży czegokolwiek może jeszcze funkcjonować i jest interesujący dla tego pokolenia. Głośna muzyka, kolorowe światła, a w koło ludzie między sześćdziesiątym a siedemdziesiątym rokiem życia oglądający prezentację jakiegoś domokrążcy.

g-copy

Przekąski

To taki powrót do korzeni kiedy wszystko było nowe, intrygująca, a aparat był kiepski. Także zaczynamy mały przegląd chińskich przekąsek.

dsc03229-copy

Na pierwszy ogień idą nasiona słonecznika z kilku różnych firm. Różnią się one nie tylko opakowaniem, ale także smakiem. Nie ma tutaj co prawda takiego wyboru jak w Jiawang gdzie można było sobie wybrać dowolny z kilku-kilkunastu smaków począwszy od normalnego na arbuzowym skończywszy, ale nie jest źle.

dsc03231-copy

A skoro o arbuzie mowa to oto nasiona arbuza. Kiedyś myślałem że to źle przypieczone nasiona dyni, ale nie, to nasiona arbuza. Ja nie żartuję, to są rozwinięte i przypieczone nasiona arbuza, które je się jako przekąskę.

dsc03230-copy

Następnie mamy mój ukochany bób. Bób smażony, ale z nim muszą robić coś jeszcze, bo po samym smażeniu świeży bób nie będzie tak wyglądać.

dsc03232-copy

A to paskudnie wyglądające ale przepyszne, przynajmniej te robione przez June, fasolki sojowe. Smażone na głębokim oleju z solą. Pycha, po prostu pycha. Pewnie od samego patrzenia poziom HDL skacze, ale hej, czasem sobie można pozwolić na odrobinę szaleństwa.

dsc03233-copy

Przechodzimy do kategorii mięsnej. Ale tak spokojnie, bo to jest bardziej kategoria mięsopodobne, czyli kurze nóżki. Dostałem kiedyś jedną od uczennicy w Jiawang, została na półce aż do dnia wyjazdu. Brakuje mi odwagi by to skosztować. Chociaż raz, smażoną na głębokim oleju zjadłem. Bez smaku praktycznie.

dsc03236-copy

A to mamy kurze udko. W plastiku, z roczną datą spożycia. Bo czemu nie?

dsc03237-copy

Było już na facebooku, ale co mi tam, niech będzie jeszcze raz. Noga świńska, z roczną datą spożycia, bo czemu nie? Zjadłem już kiedyś świńską stopę, może nie w całości, ale w kawałkach, ale takiej z plastiku bym nie spróbował.

dsc03238-copy

A oto i mały melon ze znaczkiem 福, czyli szczęście. Podobno biją rekordy popularności w Wietnamie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.