W sensie, tak na 12-14 stopni. Znowu zaczynam od pogody, ale widzę że w Polsce robi się już coraz cieplej więc zima chyba powoli ucieka. Tylko z niedowierzaniem spoglądam na prognozę na jutro, ma być 10-12 stopni i padać…chyba przyjdzie mi przesunąć wypad z Meridką na niedzielę.

Dla Nich piątki do jazda bez trzymanki.
Piątki to taki dzień który rozkręca się powoli, bo rano tylko dwa zajęcia w dodatku rozdzielone godzinną przerwą a potem uderza jak młot pneumatyczny bo mam cztery godziny bez przerwy. Klasy z jednej strony są w porządku bo to 11 która jest super chyba że śpi, 13 która też jest na poziomie, 12 która zawsze krzyczy że chce obejrzeć film i 1, czyli najlepsza klasa w szkole. Ten tydzień jest strasznie luźny, aż sam się zdziwiłem bo przecież mam naprawdę fajne zajęcia przygotowane, no ale jak dzieciaki są ciągle oklapnięte to nie będę się nad Nimi znęcał.
A właśnie…od kilku dni chcę to napisać, ale ciągle zapominam. Pojawił się Pan Taksówkarz z którym witałem się co rano w poprzednim semestrze. Odkąd wróciłem nie widziałem Go ani razu i myślałem że się przeniósł gdzieś indziej. Nie ma też Pana Strażnika, herszta strażników z bramy, powiedział że wyjeżdża z okazji Święta Wiosny, ale myślałem że wróci…nie wrócił do tej pory, więc pewnie już nie wróci. I tak sobie myślę że znalazł kobietę swoich marzeń w rodzinnej wiosce. Taką miłość z dzieciństwa, która była od Niego młodsza, ale w której po cichu się podkochiwał, aż w końcu zebrał się na odwagę i wyznał swoje uczucia. Ona przyznała że też się w Nim podkochiwała. Wzięli szybko ślub i zamieszkali razem łącząc dwie rodziny, oraz chcąc dać początek nowej. Tak sobie lubię myśleć przynajmniej.
Na obiad poszedłem do jedynki, w końcu to piątek więc nie musiałem walczyć o miejsce. Wziąłem sobie tofu z jajkami i papryką. 5 RMB. Całkiem w porządku, ciekawi mnie tylko jak oni przygotowują to tofu, bo mi tak w domu nie wychodzi…Za to wczoraj w sklepie kupując stuletnie jajka dorwałem inną paprykę, tak na wypadek gdybym nie znalazł papryki z sezamem, żebym mógł ją sobie sam zrobić. Sezam jest na szczęście obecny we wszystkich sklepach. A dzisiaj piątek więc pora na zakupy. I to takie porządniejsze bo przecież czeka mnie trzydniowy weekend po którym nastąpi sześć dni pracy. Gorzej będzie tylko w maju gdzie powinien znaleźć się siedmiodniowy tydzień pracy…jakaś makabra.


