Żadnych pytań?

To zdarza się naprawdę rzadko, ale żadna klasa nie miała dzisiaj żadnych pytań do mnie. Rozleniwili się albo przez ten egzamin, albo na myśl o tym że w weekend mogą wrócić do domu. A cieszą się z tego niezmiernie.
Dzisiaj wyjątkowo do szkoły poszedłem i tak spokojnie mogłem zrobić te dwa zdjęcia.

A w szkole…zawsze mi brakowało eksperymentów na chemii. Gdy skończyłem podstawówkę wręcz nie mogłem się doczekać chemii w ogólniaku i eksperymentów…No i się nie doczekałem.Za to dzieciaki tutaj mogę przynajmniej eksperymenty pooglądać na żywo, bo przeprowadzanie w takich klasach jest niemożliwe.

Z innych ciekawostek ze świata przyrody, klasa 11 odkryła błąd w systemie i mam nadzieję, że nigdzie na świecie nie było słychać żadnego ‘plusk’.

W przerwie między zajęciami ruszyłem do sklepu rowerowego. Tam przesympatyczny sprzedawca zabrał się od razu za wymianę kasety i porozmawiał z Lidią. Ta podobno powiedziała mu, żeby naprawił wszystko, ale przednia przerzutka dalej nie trybi. Na szczęście ma to znaczenie marginalne. Kaseta wymieniona na oryginalną SHIMANO (to chyba będzie jedyna oryginalna część w tym rowerze). Razem z robocizną wyszło 60 RMB. Na allegro widziałem taką kasetę za ~40 z przesyłką, więc powiedzmy że cena taka sama. A w sklepie rowerowym stoją przede wszystkim rowery. A nie ta jak u nas parę rowerów, a reszta to masa osprzętu i ubrań. Tutaj w ogóle nie ma dodatków, nie ma świateł, nie ma spodni z pieluchą, jedynie różnego rodzaju zabezpieczenia przed kradzieżą. Ceny rowerów bardzo zachęcające. Najbardziej podstawowy składak to niecałe 200 RMB. Posprawdzałem kilka modeli GIANTów i trzymają jakieś bardzo stare modele. Dużo jest tych chińskich marek, ale nie pytałem o ceny.  Ciekawe ile by mnie wyszło kupienie roweru tutaj i sprowadzenie go do Polski…

Przez to całe zamieszanie z kasetą nie zdążyłem do szkoły na lunch i zostało mi poszukiwanie resztek. W końcu dokulałem się do stołówki numer 3 i wziąłem dwie bułki, oraz coś co przypomina nudle. Razem wyszło 6 RMB, ale dostałem gratis zimną zupę z fasolą. No tak, w końcu na początku zamiast ‘ło siang czy’, powiedziałem ‘ło siang fu’, czyli napiłbym się, zamiast zjadłbym. Coś po chińsku brzmi ‘ideardonksi’, więc pozwoliłem sobie odpuścić mówienie, że coś bym zjadł. W końcu jak mówię, że zjadłbym to wiadomo że coś. A nie kogoś.

W 8 klasie od jednej z uczennic dostałem malutką, ale naprawdę malutką mandarynkę. Nigdy nie oddam klasy ósmej!

A że dzieciakom jest już bardzo zimno (swoją drogą, ciekawe jak to będzie w zimie, bo w salach klimatyzacji nie widzę, a jak walnie minusem to wszyscy będziemy w kurtkach siedzieć…) to niektóre uczennice mają takie pseudo rękawiczki. No urocze to jest po prostu. Lidia ma takie czarne z koronkami. W ogóle to dziewczyny tutaj mają jakiegoś fioła na punkcie koronek. Nie zrobiłem zdjęcia samochodu koleżanki Lidii w Pizhou, ale ona tam miała na wszystkich siedzeniach i kierownicy koronki…

Kolacja, tradycyjnie, w 1 i powrót do domu.

Jennifer nie przyjechała. Przyjechał za to szef z którym rozmawiała Lidia, ale na stwierdzenie że powinni Miguela zabrać nie padła żadna odpowiedź. Także nie wiadomo jak to z nim będzie.

Dzisiaj nie wrzucam trasy bo praktycznie nie ma czego. Za to jutro już powinienem pójść pobiegać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.