Czekanie

Jest męczące. Nie potrafię z nim sobie poradzić. Z jednej strony powinienem się pogodzić z tym że nic nie mogę już zrobić i jedyne co mogę to czekać. A z drugiej strony nie potrafię zaakceptować tego że nie mogę już nic zrobić. Ta bezsilność jest najgorsza w czekaniu.

Pamiętam parę lat temu, w sumie to będzie już dziesięć, gdy czekałem z rodzicami na opublikowanie listy przyjętych na filologię angielską. To oczekiwanie było jak nic innego. Oczywiście przed nim było oczekiwanie na listę przyjętych do ogólniaka i późniejszy rajd przez miasto by znaleźć inną szkołę (nie byliśmy mistrzami organizacji i nie zakładaliśmy że mnie nie przyjmą), potem wyniki z matury, ale to mnie jakoś w ogóle nie ruszało, wiedziałem że pewnego poziomu z Polskiego nie przeskoczę, ale też nie zejdę poniżej, a z niemieckiego wiedziałem jak mi poszło. Zresztą to i tak było tylko parę minut, więc jakoś mi się w głowę nie wbiło.
Za to ta lista przyjętych…do dzisiaj pamiętam smak tego hamburgera zjedzonego na sosnowieckiej patelni, nawet jego nazwę ucho od słonia bo był po prostu olbrzymi. A potem to czekanie, pamiętam też zawód gdy po raz drugi mnie nie przyjęto i powrót do domu. Pierwszego razu nie pamiętam jakoś specjalnie, aż tak w pamięć mi się nie wrył.

Potem jakoś sobie zacząłem lepiej radzić z czekaniem. Nie wiem czy to z powodu ilości egzaminów i konieczności czekania na wyniki, czy też cos mi się w głowie poprzestawiało, ale czekanie przestało mnie irytować czy martwić, a zaczęło zwyczajnie męczyć.

Nie czułem stresu, a przynajmniej nie jakiegoś olbrzymiego, przed żadnym z moich egzaminów na studiach, czy to w pierwszym czy drugim terminie, ani na żadnym egzaminie komisyjnym, wiedziałem że co ma być to będzie, poza tym to i tak tylko kwestia paru minut. Podobnie jak w przypadku egzaminu magisterskiego. Parę minut czekania i po krzyku.

Mają jeszcze osiem dni, osiem dni żeby mi powiedzieć czy pobiegnę czy nie pobiegnę. Niby nie powinienem się tym przejmować bo według regulaminu miejsce mam zagwarantowane, ale jak to wygląda w rzeczywistości? Kurczę no nie wiem, żadnej wiadomości jeszcze nie dostałem, a jeżeli nie dostanę to co ja pocznę w ten sobotni poranek drugiego stycznia?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.