Rany…te środy będą mi dawać nieźle w kość za jakiś czas. Już teraz lekko mnie męczą, a lżej już przecież nie będzie. Nie ma jednak co się łamać, trzeba zakasać rękawy i robić swoje tak dobrze jak tylko można. W poprzednim semestrze mogłem jeszcze wskoczyć do mieszkania na chwilę, ale w tym mam na to już za mało czasu, dość by skoczyć na małe zakupy, trochę pochodzić, ale za mało by wrócić bo już za chwilę trzeba wychodzić.
Z jednej strony trochę mnie to ogranicza, ale z drugiej wymusza też ruszenie czterech liter a nie siedzenie na nich. Także uważam że to dobrze. Może jednak będzie lepiej gdy nadejdzie wiosna i będę mógł się na meridce do pracy i z pracy dostać. A to jest ogromny, ale to ogromny plus. Meridka w sensie. Staram się o tym jednak nie myśleć bo do tego mam jeszcze lekką ręką dwa miesiące. Na razie takim małym kroczkiem naprzód będzie kolejny czwartek kiedy to pójdę rano biegać.
– Bart, a nie czujesz że ostatnio zimno się robi?
– No trochę tak, ciężką macie tutaj tę wiosnę…
Taka rozmowa z Chloe.
I zaczyna śnieg padać. Tak najzwyczajniej w świecie, jak to ma w swoim zwyczaju.
– Wiesz co June, śnieg pada.
– Spodziewałam się tego bo u mnie pada deszcz i jest chłodno.
Jednak coś tę północ i południe łączy. Na szczęście na północy zimno nie było, śnieg się szybko roztopił i można dzwonić dzwoneczkiem mówiąc ze wszystko jest w porządku. Przynajmniej jeżeli chodzi o pogodę.
To był także ciężki dzień, ponieważ ostatnia klasa traktowała nas, mnie i Chloe, jak powietrze. Nie wiem co w Nich wstąpiło, ale jedna książka na 25 osób i dwie osoby słuchające to stanowczo zbyt mało.
A gdy zaczynałem już podnosić głos (a to dopiero początek drugiego tygodnia…) jedna z tych słuchających powiedziała mi:
– Nie…
– Dlaczego?
– Bo oni się źle uczą.
– Nie zależy im?
– Ani trochę.
Słuchałem dzisiaj podcastu o ekonomii rezygnacji i ustalono że z ekonomicznego punktu widzenia lepiej odpuścić na początku gdy wie się że się nie wygra niż ponosić ogromne wydatki przez długi okres czasu gdyż zysk może nie być nieosiągalny.
Gdzieś tam w duszy wiem że nie nauczę Ich tego co chcę, ale oznacza to tylko tyle że powinienem obniżyć wymagania, a nie rezygnować zupełnie, to byłoby, delikatnie mówiąc, nie w porządku. Uznanie z góry że ta walka nie ma sensu to pogodzenie się z klęską i żaden nauczyciel nie powinien tego robić.
Nauczanie to jedna z tych dziedzin w której teorie ekonomiczne trzeba odsunąć na bok i trzeba podejść do tematu bardziej romantycznie z nadzieją że każdego można nauczyć, bo można, i wiarą że każdy chce się uczyć, z tym już gorzej.









